Przyznam się, że niezmiernie ucieszyłam się na wiadomość, że wydawnictwo Radwan jest zainteresowane współpracą ze mną. Choć, cieszę się z każdej współpracy z wydawnictwem, muszę przyznać, że to mnie bardzo zaintrygowało.
Ich oferta wydaje mi się bardzo undergroundowa (wybaczcie za to brutalne zapożyczenie) i... odważna. Wchodzę w to! (A najbardziej zrobiła na mnie wrażenie cena przesyłki za jedną książkę - 2,49 zł. Lubię to!)
Wydaje mi się, że debiutami literackimi jest tak jak z czekoladkami, o których mówił Forrest Gump - nigdy nie wiesz, na co trafisz.
Ma to swoje dwie strony, z jednej - kiedy widzę książkę, a o jej autorze moje uszy nigdy nie słyszały, jestem zaintrygowana. A z drugiej strony, bardzo kiepsko znoszę rozczarowanie, w momencie, gdy ta książka wydaje mi się opisana przez tego autora nad wyrost.
Główny bohater, Piotr to mąż i ojciec. Jednak, gdy potrąca go samochód, jego myśli bynajmniej nie są skierowane w stronę rodzinnych pieleszy, a w stronę rozmyślań na tematy typowo finansowe.
Dostaje szansę od Boga na spotkanie z Aniołem. Aniołem, którzy pokaże mu kilka aspektów Jego życia (czyżby "Opowieść wigilijna?"), wytłumaczy trudne kwestie, z którymi borykamy się każdego dnia.
Większość tej książki stanowią filozoficzne rozmowy, które odbywały się pomiędzy Aniołem a Piotrem. Nasz bohater ma mnóstwo pytań i wątpliwości, ale z czasem zaczyna dostrzegać mądrość swojego rozmówcy.
Gdybym miała określić tę książkę jednym epitetem, napisałabym, że jest to książka przegadana.
Ot, kilka utartych frazesów, inspiracja religijna i .. mamy "Sen życia".
Jeśli to ma być sen, to dla mnie jest to koszmar.
Wynudziła mnie ta książka potwornie i nie dowiedziałam się niczego nowego.
Wszystko to, co zostało w tej książce napisane to po prostu filozofia religijna, która komuś, kto orientuje się w takich poglądach, nie jest potrzebna. To już było.
Komu miało otworzyć oczy, temu otworzyło, nie widzę sensu ubierania czegoś takiego w bardzo długi i mozolny do przebrnięcia dialog.
Po skonfrontowaniu opisu książki z jej zawartością stwierdzam, że autor chyba potraktował ten debiut jak rodzice czasami traktują swojego jedynaka. Rozpieszczają i wszystkim dookoła mówią, że to najwspanialsze dziecko na świecie.
Jeśli ktoś chce zmieniać moje życie książką to chyba potrzebuję czegoś więcej, jakiegokolwiek elementu zaskoczenia.
Szkoda, zapowiadało się ciekawie.
Książkę mogłam przeczytać dzięki uprzejmości wydawnictwa Radwan, zapraszam Was na ich stronę, nie zrażajcie się tą recenzją, debiuty to naprawdę ciekawe zagadnienie. :)
PS. Jak pewnie zauważyliście, z mojego bloga zniknął banner wydawnictwa Otwarte. Czy Wy też otrzymaliście umowę od wydawnictwa? Bo ja dokładnie przeczytałam warunki współpracy i stwierdziłam, że albo ktoś robi sobie ze mnie żarty albo (o, zgrozo)niewolnictwo powróciło.
Czekam na Wasze opinie :)





