Rozmowa na temat religii to prawdziwy krzyż pański polskich mediów. Bo to aspekt trudny, karkołomny, momentami ciężki do zniesienia nawet dla samych rozmówców, a co dopiero dla odbiorców.
I kiedy już człowiek zatracił wszelkie nadzieje, że można to robić na poziomie, jak z kapelusza wyskoczył Flip i Flap polskiej telewizji, czyli duet Hołownia i Prokop, tworząc pewnego rodzaju biblia pauperum rozmów o religii. Tak właśnie powinno się to robić.
Ich wydawniczy wyskok niewątpliwie można nazwać spektakularnym, sądząc po obecności tej książkowej pozycji na listach bestsellerów podsumowywujących sprzedaż książek w roku 2011.
Choć panowie swoje dzieło podzielili na rozdziały, które mają porządkować ich wywody, mam wrażenie, że był to zabieg, który ma czytelnikom dać pewnego rodzaju złudzenie.
Rozmowy te przypominają raczej przyjacielskie pogaduszki, choć panowie wybrali sobie dość duży kaliber jeśli chodzi o tematykę.
Religia, a w zasadzie odwieczny spór pomiędzy osobami o dość sprzecznych poglądach to główne treści dane nam w lekturze. Ale to nie wszystko!
Wiele z tej książki można się dowiedzieć np. na tematy powiązane z kulturą. Ich dyskusje czasami zbaczają na bardzo poboczne tory, co podkreśla tylko styl luźnej rozmowy pomiędzy dziennikarzami. Jednak nawet te spostrzeżenia niereligijne bardzo mnie zaciekawiły, podają oni wiele przykładów z polskich mediów oraz swoich refleksji na te tematy, które (chociażby z uwagi na ich zawodowe osiągnięcia) w moim odczuciu były interesujące, momentami wręcz frapujące.
Nie można o "Bóg,kasa i rock'n'roll" powiedzieć, że jest to lekka i do pochłonięcia w jeden dzień lektura. Choć autorzy dwoją się i troją, aby nam ją uprzyjemnić swoim fantastycznym poczuciem humoru i inteligencją to jednak trzeba sobie dać trochę czasu na jej przeczytanie.
Zarzutem, jaki kierowano wobec książki było to, że jest w niej więcej Hołowni niż Prokopa. Myślę, że jest to naturalna kolej rzeczy, ponieważ niższy przedstawiciel tego duetu jest osobą, która dzierży w dłoni więcej argumentów. Jest rzeczowy, a jego przekonania są podparte zarówno wiedzą teoretyczną jak i praktyczną (dwukrotny pobyt w nowicjacie zrobiło swoje).
Jeśli ktoś czytał już książki pana Szymona to od pierwszych stron wyczuje, kto na tej rock'n'rollowej imprezie jest wodzirejem. Absolutnie mi to nie przeszkadza, bo Hołownia swojego "przeciwnika" bardzo szanuje. A i przeciwnik, pomimo odmienności poglądów, reprezentuje poziom adekwatny do wzrostu. Ich dialogi to klasa sama w sobie.
Takich rozmów o religii nam brakuje i tak właśnie powinno być.

