Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Audrey Hepburn. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Audrey Hepburn. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 11 lutego 2013

"Piąta Aleja, piąta rano. Audrey Hepburn i inni goście" Sam Wasson


Klasa, elegancja, ponadczasowość. "Są zwykli ludzie i jest Audrey Hepburn." - takie zdanie wypowiada jeden z bohaterów. Są zwykłe komedie romantyczne i jest "Breakfast at Tiffany's". Dla wszystkich wyznawców tej zasady książka Sama Wassona "Piąta Aleja, piąta rano. Audrey Hepburn i inni goście" jest lekturą obowiązkową.

Poznanie wszystkich ciekawostek sprzedanych przez autora w tonie lekkim niczym plotka to prawdziwa przyjemność. Okazuje się, że za sukcesem filmu stoi nie tylko filigranowa aktorka, ale sztab innych, charyzmatycznych ludzi. Możliwość poznania dzieła od strony barwnych kuluarów sprawia, że książkę pochłania się błyskawicznie. Z nieustającym zachwytem.
 Jako czytelnik czułam się, jakbym niemalże brała udział w powstawaniu jednego z najbardziej kultowych filmów wszech czasów. Sam Wasson swoją książką stawia na planie filmu, obok krzesła dla reżysera, dodatkowe siedzenie. Tylko dla mnie, czytelnika jego książki. Fantastycznie było dowiedzieć się, jak naprawdę powstała moja ulubiona scena, imprezy urządzonej w apartamencie Holly Golightly oraz jak wyglądał casting na kota.



Jeżeli będziecie w księgarni to pragnę zwrócić Waszą uwagę na estetykę, w jakiej utrzymano to wydanie. Jest piękne, posiadanie takiej książki na półce może być nie tylko przyjemnością z uwagi na zawartość, ale także na walory zewnętrzne. Na największe brawa zasługuje autor, który przekopał się przez długą listę źródeł, co z pewnością wpłynęło na tak dobry efekt końcowy. Nie zabrakło "czegoś od siebie", autora charakteryzuje gawędziarski ton luzaka.Niejeden sen z powiek zabrał mu ten film, mam nadzieję, że pozostał jego pasjonatem.


Za egzemplarz recenzencki dziękuję Światu Książki

czwartek, 19 stycznia 2012

Donald Spoto "Oczarowanie. Życie Audrey Hepburn"

fot. Jack Cardiff

Zawsze fascynował mnie fenomen ikon kultury. Jak to się dzieje, że pomimo upływu lat, postać Audrey Hepburn jest wizerunkiem tak znanym i lansowanym? 
Myślę, że po części na to pytanie odpowiedział mi Donald Spoto, który napisał książkę "Oczarowanie. Życie Audrey Hepburn" . Byłam spokojna o jakość tej biografii, bowiem jej autor to specjalista od życiorysów najjaśniejszych gwiazd Hollywood (ma na swoim koncie spisanie historii m.in. Marilyn Monroe czy Grace Kelly).



Już od pierwszych stron książki, historia życia Audrey bardzo mnie zaintrygowała. Być może dlatego, że nie jest to lekka opowiastka. Wojna, głód czy brak ojca to elementy, który z pewnością miały znaczny wpływ na to, jakim stała się człowiekiem. 
Trudne wspomnienia spowodowały, że Audrey po wojnie (gdy stawiała swoje pierwsze kroki jako tancerka) to pracowita młoda kobietka, z ogromną determinacją i gotowością do każdych poświęceń. Była wspierana przez równie pracowitą osobę.
Nie sposób przejść obojętnie wobec anegdoty z młodości artystki, kiedy to jej matka, posiadaczka tytułu baronówny, pracowała jako sprzątaczka, aby opłacić swojej córce lekcje baletu.  

Choć do zrobienia kariery niewątpliwie potrzeba odrobiny szczęścia, to jednak nie sposób oprzeć się wrażeniu, że Audrey na wiele osób w swoim życiu rzuciła jakiś nieprzemijający czar. 
Zaczynając od przypadkowych osób, z którymi współpracowała czy wieloletnich przyjaciół (jak np. Hubert de Givenchy, projektant mody) a kończąc na ... autorze biografii. 
Odnoszę takie wrażenie, bo osłabiał on moc niektórych faktów z życia gwiazdy jak np. liczne nieuczciwości z obydwóch stron, które pojawiały się w pierwszym małżeństwie. 
Mam mieszane uczucia wobec tego zabiegu, w ten sposób obraz nie jest do końca adekwatny. 



Jednak jest to jedyny mankament tej książki. Zachwyciły mnie anegdoty i historie z życia Audrey, kto by pomyślał, że ta przepiękna kobieta mogła być niezadowolona z siebie? 
Ujmowała mnie starodawna (i dziś rzadko spotykana) troska Audrey o swoją prywatność, nie przepadała za tym obliczem sławy. Bardzo dobrze i mądrze wykorzystała ją w ostatnich latach swojego życia, kiedy pełniła obowiązki ambasadorki UNICEFu. 
Odniosłam takie wrażenie, że było to dla Niej bardzo istotne i starała się  wypełniać powierzone jej zadania związane z tą działalnością na 110%  własnych możliwości. Może być wzorem dla wielu kobiet, jak można zestarzeć się z prawdziwą godnością, co uczyniła. 
Lata być może obdarowały Ją kilkoma dodatkowymi zmarszczkami, ale nie pozbawiły gwiazdy jej klasy i szyku. 
Daniel Spoto solidnie wywiązał się ze swojego zobowiązania, bibliografia oraz zebrane historie są bardzo imponujące. 


 Biografia oddaje niesamowity urok osobisty i magnetyzm, jakiego na próżno szukać u innych gwiazd. W mojej opinii, że Audrey jest tak unikatową osobistością w historii kina, że każda inna gwiazda, która chce zabłysnąć dziewczęcą naturalnością czy klasą, nie będzie dosięgała Jej do pięt. Oczarowanie to bardzo dobry podtytuł dla tej książki, świetnie odzwierciedla wrażenia po jej przeczytaniu.




poniedziałek, 1 sierpnia 2011

Stare kino - "Wojna i pokój" (1956)

Lubicie stare kino? 
Ja muszę powiedzieć, że uwielbiam. 
Uwielbiam cofać się do dawnych lat, ale przede wszystkim - do dawnych gwiazd filmowych. 
Lubię móc odczuwać na własnej skórze widza, jak wiele rzeczy od tamtej pory się zmieniło. 
We wszystkich filmowych aspektach - począwszy od aktorstwa a skończywszy na scenografii.

Kreatywna swoją wspaniałą notką o Audrey Hepburn (przeczytajcie ją koniecznie!;)) przypomniała mi o moim postanowieniu filmowym.

Od kilku miesięcy moja Mama kolekcjonuje kolekcje filmową "Ikony kina", a ja... jeszcze nie miałam szansy się jej bliżej przyjrzeć. Dzisiaj, przełamałam bariery i zasiadłam do seansu, który trwał dwieście minut. 


"Wojna i pokój" w reżyserii Kinga Vidora to jedna z najwspanialszych ekranizacji powieści, jaka kiedykolwiek powstała w historii kina. 
Wynika to nie tylko z faktu, że reżyser stanął przed ogromnym wyzwaniem, przetworzenia na film czterech tomów powieści, ale przede wszystkim z ogromu trudnych wątków,zarówno  historycznych jak i obyczajowych, jakie poruszył Lew Tołstoj w swojej książce. 


Pierwszą kwestią, która od razu rzuca się w odbiorze tego filmu jest znakomita obsada aktorska. 
Audrey Hepburn w tym filmie pokazuje wszystkim niedowiarkom, że nie jest tylko pięknością trzepoczącą długimi rzęsami, ona jest aktorką.
Tak wspaniałą, że w perfekcyjny sposób uda jej się oddać przemianę głównej bohaterki, z naiwnego i bardzo kochliwego podlotka w kobietę z bagażem doświadczeń.
Godna wspomnienia jest także gra aktorska Henry'ego Fondy i Herberta Loma. Ten ostatni wcielił się w drugoplanową rolę Napoleona, którego istnienie w tym filmie jest kluczowe.

Bowiem ważnym tłem dla tego filmu jest tło historyczne. Agresywne walki między Rosją a Francją, historyczne batalie pod Austerlitz czy Borodino - to wszystko możemy zobaczyć właśnie w "Wojnie i pokoju".
Odtworzone z rozmachem i przepychem, w produkcji praktycznie wszędzie czuć ogrom pieniędzy włożonych w tę ekranizację - od kostiumów aktorów aż po sceny wojenne, które są po prostu wspaniale nakręcone.
Patrząc na datę produkcji, jestem pełna podziwu dla tak dokładnego odtworzenia scen batalistycznych. Widać, że ktoś włożył tu naprawdę sporo wysiłku i zatrudnił mnóstwo ludzi do tego, abyśmy my, widzowie, poczuli się dokładnie tak, jak na prawdziwym polu walki.

I choć seans trwa dwieście minut, co dla współczesnego widza może być po prostu szokujące, ja podczas oglądania tego filmu, kompletnie zatraciłam się w czasie. 
Pochłonęły mnie losy i historie ludzi, którzy kochają, a których życiowe losy są poplątane poprzez wojnę. 
Pozostaje mi jedynie chylić czoła przed tak perfekcyjnym oddaniem wielowątkowej powieści i zachęcić do poświęcenia swojego czasu na klasykę kina i przy okazji, bardzo wartościowy film.