Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Marek Hłasko. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Marek Hłasko. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 3 marca 2013

"Miłosne gry Marka Hłaski" Barbara Stanisławczyk


Dawno nie poznałam tak niespokojnej duszy jak ta należąca do Marka Hłaski. Czytelnik dzięki rozmieszczeniu rozdziałów wałęsa się od kobiety do kobiety pisarza, poznając jego osobowość gdzieś pomiędzy wierszami tej całej poplątanej historii. "Miłosne gry Marka Hłaski" wydały mi się smutną opowieścią o bardzo zagubionym człowieku. Odniosłam wrażenie, że bardzo dużo "aktorzył" w swoim życiu. Zgrywał twardziela, kobieciarza, pijaka. Jak było naprawdę? 
Śmiałam się bardzo, kiedy okazało się, że ten wykrzywiony grymas to także zagranie celowe. Specjalnie robił taką minę do obiektywu, żeby wyglądać na bardziej męskiego.
Barbara Stanisławczyk musiała się sporo natrudzić, aby dotrzeć do rozmówczyń, bohaterek książki. Drugie wydanie, które miałam przyjemność czytać, było uzupełnione o dodatkowe fragmenty. Podobał mi się styl pisania autorki i ogólny pomysł na książkę. 
Osobowość Marka jest jej największym atutem. Wiele historyjek czy anegdotek zostanie w mojej pamięci na bardzo długo, bo pisarz prowadził barwne życie. Książka jest lekturą obowiązkową dla tych, którym bliska jest twórczość Marka Hłaski. "Miłosne gry..." pozwalają się przenieść w Jego czasy, poznać Go z perspektywy wielu Jego bliższych i dalszych znajomych. Uważam tę podróż w czasie za bardzo udaną i zachęcającą do tego, aby twórczość Marka sobie przypomnieć.





poniedziałek, 28 marca 2011

Marek Hłasko, "Opowiadania"

- Na takiej laleczce Michałowski w zeszłym roku całą orkiestrę złapał.
- Z syfuniem?
-Z szankrem syberyjskim.
- Stój - szeptała Agnieszka.- Stój, stój...
- Takie ciało to majątek.
-Takie nogi to wyjątek.
- Jak ci na imię, moje dziecko?
- Spermensita.

Bardzo rzadko zdarza się tak, że lektura szkolna mnie pozytywnie zaskoczy i zainteresuje. 
Na palcach u jednej ręki mogę policzyć przypadki, kiedy tak było, i do nich niewątpliwie zaliczę "Opowiadania", autorstwa Marka Hłasko.


Warto je przeczytać, dlatego, że ich lektura nie zajmie nam zbyt wiele czasu, a z całą pewnością pokaże nam coś zupełnie innego.
Większość z nich pochodzi z lat połowy lat pięćdziesiątych, przedstawia ówczesną, polską rzeczywistość.
Zaryzykuję stwierdzenie, że ktoś, kto czyta te opowiadania i o epoce komunizmu dowiaduje się już tylko z opowieści czy źródeł historycznych, może czuć lęk.
Bo to właśnie nim przesyceni są bohaterowie, których spotykamy w opowiadaniach.
Brud. Nie, to chyba eufemizm. Syf. Tak, syf, nazywajmy rzeczy po imieniu.
 Brak perspektyw, tak upiorny i przytłaczający, że aż wbija się pod skórę.
Alkohol, a właściwie wieczne pijaństwo, przedstawianie gdzieś w bramach, na ulicach....
I seksualność. Taka trochę zwierzęca. 
"Życie jest małe.Koniec końców wszyscy się spotykamy w łóżku."

Mam wrażenie, że (niestety) wiele z rzeczy, o których pisał Marek, zostało gdzieś w naszym społeczeństwie.
Mam na myśli różne przywary, które często są tłumaczone epoką komunizmu, ale tak naprawdę uderzyły mnie one dopiero teraz, kiedy czytając niektóre fragmenty, wydawały mi się po prostu znajome, aktualne.
To brzmi strasznie, ale niestety, tak właśnie jest.

Najbardziej ze wszystkich przypadło mi do gustu opowiadanie pt. "Robotnicy". 
Hłasko buduje postać grupy robotników jako twardzieli, którzy przeżyją wszystko, każde, nawet najgorsze warunki, a potem pokazuje, jaką ogromną wrażliwość i przywiązanie posiadają.


Jak łatwo się domyśleć, publikacja twórczości Marka Hłasko nie była mile widziana w naszym kraju. Dobre dwadzieścia lat nie był on wydawany.
Prywatnie był ogromnym indywidualistą, wyróżniał się z tłumu swoim oryginalnym stylem inspirowanym postacią  Humphreya Bogarta.
Na jego nagrobku widnieje napis "Żył krótko, a wszyscy byli odwróceni."

Osiecka&Hłasko.

Uwielbiam Agnieszkę Osiecką. 
Chyba już nawet przestałam mieć wyrzuty sumienia, że jeśli chodzi o tę postać, jestem jak 
natrętny podglądacz, który lubi zajrzeć wszędzie, nawet jeśli ma to być dziurka od klucza w sypialni.
Głód mojej wiedzy na temat tej miłosnej historii przeszedł sam siebie, jest po północy, a ja szukam i szukam, czytam i czytam, nie mogę skończyć.


"- Agnieszka. - Co, kochanie? - Gdybym nie miał ciebie, nie chciałoby mi się żyć. Ty jesteś teraz jedyną rzeczą, w którą wierzę naprawdę. Ty, nic więcej. Mam chyba prawo tak myśleć. Gdybym nie miał ciebie, zrobiłbym wszystko, aby się zgnoić do końca, tak, żeby już nigdy nie kochać, nigdy nie wierzyć i nigdy nie cierpieć. Bez ciebie ta strona krat nie ma dla mnie sensu, tak samo jak i tamta. Rozumiesz? - Tak. Ale nie mów już o tym. Myśl o jutrze. - Dobrze. - Przyrzeknij mi. Przyrzeknij mi, że będziesz myślał tylko o jutrze, że nie wspomnisz nawet o tamtym wszystkim. Dobrze? - Tak." 

Kiedy czytałam ten fragment, gdzieś zaświeciła mi mała żarówka nad głową.
Nie lubię lektur szkolnych, mimo tego, że je czytam, więc przyszła i pora na "Opowiadania" Marka Hłasko (nie wiem czy wiecie, ale życzeniem autora było nieodmienianie nazwiska).
No tak, "Rozmowy w tańcu", przecież Osiecka wspominała o Marku.
Do końca swoich dni pisała na maszynie, którą dostała właśnie od Niego, przed wyjazdem pisarza do Stanów.

Choć Osiecka w relacjach z mężczyznami była raczej kobietą typu modliszka, Marek podbił Jej serce swoją początkową obojętnością. Poznali się, gdy poetka miała zaledwie dwadzieścia lat, przez kompletny przypadek. 
Pasowali do siebie, choć, jak twierdzą niektórzy, było w nich więcej flirtu niż miłości. 
Obydwoje prowadzili życie pełne artystycznego aktywizmu - pisania tekstów, spotkań...
Mieli w sobie szaleństwo. Marek podobno wrócił kiedyś z Łodzi w blond- pomarańczowych włosach. 

Zanim Hłasko wyjechał na stypendium do Paryża, oświadczył się Osieckiej.
I właśnie tutaj poczułam się jak natrętny podglądacz, dlatego, że tam, gdzie pojawia się tęsknota, pojawia się i korespondencja.
Kto czytał "Listy na wyczerpanym papierze" ten wie, jak się czyta miłość Osieckiej.
Ciekawe, co się stało z tymi listami, czy kiedykolwiek doczekają się jakiejś szerszej publikacji...



Tu nie chodzi o to, żebym ja na Ciebie liczyła. Chodzi o to, żebyś Ty na mnie liczył .Żebyś wiedział, żebyś zawsze wiedział, że masz na świecie człowieka, do którego w każdy dzień, w każdym stanie i o każdej godzinie możesz przyjść...

Bo nie przeraża mnie to, że mówisz o sobie złe słowa. Nawet wtedy, kiedy dzwonisz późno wieczorem i powtarzasz ,"jestem wrak". Bo to nieprawda.

Marek, masz w sobie to najpiękniejsze, co może mieć człowiek - prawdę. Nie chcesz być taki jak świat, w którym żyjesz. Jesteś najodważniejszy z naszego pokolenia, bo widzisz prawdę nawet tam, gdzie to bardzo boli.

Jesteś bardzo piękny i bardzo wiele wart.

(Agnieszka do Marka, 1957)

Zabawne w tej historii jest to, że na wskutek wielu, wielu perypetii, z jakimi przyszło się zmagać Markowi, z Agnieszką spotkał się dopiero w 1968.
Nie w Polsce i nie w Paryżu. W Los Angeles.

Mam też wrażenie, że ta podróż wieloletnia podróż dała najwięcej Markowi. 
Mógł pracować nad książkami, które nie były mile widziane przez ówczesny ustrój w kraju, rozwinął się, nie chciał wracać do kraju. Nie był też święty, zdradzał Agnieszkę, bo która kobieta oparłaby się pisarzowi nazywanemu polskim Jamesem Deanem?
"Kosił baby jak ułan", takie opinie podobno o Nim krążyły.

Gdyby mi ktoś powiedział, gdybym miał choć odrobinę gwarancji, że będę mógł być z Tobą, choć przez rok, choć przez pół roku, a potem - śmierć, to bym pojechał do Ciebie. To nie melodramat; to wyznanie tego, który na pewno - z całym idiotyzmem i kabotynizmem - najwięcej Cię kochał. W końcu przyjdzie taka noc. kiedy prześpisz się z innym. Ja Ci się nigdy nie podobałem, ale to inna sprawa. Mnie lepiej być pijanym, niż myśleć, że ta chwila w końcu przyjdzie. Ale jeszcze nie rób nic ostatecznego. Jesteś taka młoda. Masz jeszcze czas. Każdy chce być szczęśliwy. Ja chciałem być szczęśliwszy od innych. Ale Bóg mnie ukarał. Balem się o Ciebie. Wiesz czego się bałem. Ale dzisiaj, to wszystko co nas dzieliło, nie wydaje się tak ważne.

Trzeba być bardzo pijanym, żeby moc tak pisać. Ale mówię Ci - gdybym miał gwarancję, że będę z Tobą chociaż rok, a potem mnie zabiją - przyjechałbym do Ciebie. Nie ma, nie było - okazuje się - nic ważniejszego od Ciebie. Ale nie da mi nikt choć tej odrobiny. A w końcu wszystko jedno, gdzie człowiek jest cudzoziemcem. Ale czekaj. Jeszcze czekaj. Jesteś taka młoda. To nic nie znaczy, bo powinnaś właśnie teraz być szczęśliwa. Ale ja też jestem sam: pamiętaj, że jestem zupełnie sam i wszystko, czym żyję, to panna Czaczkes. Jeszcze trochę czekaj Jeszcze trochę, ja też nie jestem szczęśliwy.
Czekaj, czekaj


Marek

List opublikowany w: O miłości. Listy pisarzy polskich. Od Mickiewicza do Marka Hłaski, Warszawa 1997, s. 248.
Pierwodruk: Temida Stankiewicz- Podhorecka, Listy Marka Hłaski, Warszawa 1994.




W napisaniu tej notki bardzo pomogła mi fenomenalna strona internetowa o Marku, na którą serdecznie Was zapraszam http://www.marekhlasko.republika.pl/