Kiedy na ulicach francuskiej miejscowości Arles, pojawił się pewien malarz, zaczął wzbudzać zainteresowanie, a z czasem nawet kontrowersje. Obdarty, borykający się z problemami finansowymi oraz zdrowotnymi, uginał się pod ciężarem sztalug, które nosił. Nazywał się Vincent van Gogh i choć współcześnie nie ma osoby, która nie zna jego imienia czy nazwiska, był jednym z największych pechowych geniuszy tworzenia.
Dzisiaj z reprodukcjami obrazów impresjonisty możemy kupić dosłownie wszystko, lecz sam artysta w ciągu całego swojego życia sprzedał tylko jeden obraz, namalowany w Arles właśnie.
"Słoneczniki" Sheramy Bundrick to fantazja autorki na temat postaci, historia dopisana do wycinka prasowego, który udało się przeczytać autorce. Postacią tą jest lokalna prostytutka, Rachel, z którą w książce był związany Vincent.
Muszę przyznać, że Sheramy Bundrick poruszyła w "Słonecznikach" wiele aspektów związku z artystą i samego życia z nim. Podobała mi się historia Rachel, którą przedstawiono jako kobietę zakochaną w van Goghu do granic możliwości. Zdesperowaną do tego, aby pójść za swoim wybrankiem wszędzie i zrobić dla jego dobra wszystko.
Na kartach powieści odnosiłam takie wrażenie, że te postacie do siebie pasowały. Obydwoje byli w pewien sposób spętani kajdanami społecznymi, chociażby z powodu swoich aktywności zawodowych.
Skłamałabym, gdybym napisała, że ta książka mnie nie wzruszyła. Było kilka momentów, które wycisnęły ze mnie łzy, bo pomimo płomiennej miłości, ta historia należy do smutnych.
Bardzo ciekawie poruszony w "Słonecznikach" były kontrowersje, jakie wzbudzał w Arles, pojawiły się one tylko w kilku momentach książki, jednak był on tematem do plotek przez cały swój pobyt w miejscowości.
Sheramy Bundrick stanęła na wysokości zadania i sprawiła, że kończąc książkę czułam, że żal mi rozstać się z bohaterami. Postacie były ciekawie opisane, lekkim językiem. Wszystko to sprawiło, że "Słoneczniki" przeczytałam błyskawicznie, nie mogąc się od książki oderwać.
Autorce udało się na kartach powieści stworzyć niesamowitą atmosferę.
Prawdziwej pasji tworzenia, połączonej z nieszczęśliwą miłością, chorobą psychiczną i brakiem akceptacji ze strony społeczeństwa. Choć ta sytuacja brzmi wręcz tragicznie, to musimy uświadomić sobie, że duża część tej historii jest prawdą. Smutnym, ostatnim etapem życia bardzo utalentowanego człowieka, który musiał umrzeć, żeby zostać docenionym.
Kilka obrazów z okresu tworzenia Vincenta w Arles:
"Żółty dom", w nim dzieje się częściowo akcja powieści
Pokój van Gogha w Arles
Taras kawiarni w Arles
Autroportret
Reprodukcje pochodzą ze strony:http://www.van-gogh.pl/





