Zanim zapoznałam się z twórczością Noblisty wyobrażałam sobie Llosę jako dziadka w rozchodzonych papciach pochłoniętego pisaniem. Oczywiście, książki szybko skonfrontowały prawdę z wizerunkiem podyktowanym mi przez fantazję, ale "Jak ryba w wodzie" pokazuje jeszcze bardziej wyrazisty obraz. Buntownika z politycznym zacięciem. Patrioty, którego sumienie popchnęło ku polityce. Młodego i charakternego bywalca peruwiańskich burdeli. A na końcu końców dopiero pisarza. Czytając autobiografię, miałam ochotę zadać podobne pytanie, które padło z ust drugiej żony Noblisty: "Czy jeszcze pamiętasz, że byłeś pisarzem?"*
![]() |
| Autorką zdjęcia jest córka Llosy, zdjęcie pochodzi z "El Pais" (Hiszpania). Znalezione tu |
Odniosłam wrażenie, że Llosa chciał jak największej ilości swoich czytelników pokazać Peru, jego korzenie historyczne oraz polityczne. Znalazł na to sposób, ponieważ przez znaczną część książki narracja toczy się naprzemiennie, jeden rozdział o ciekawej młodości pisarza, następny o życiu politycznym. Oczywiście, milion razy pogubiłam się w nazwiskach peruwiańskich działaczy, nie wiedziałam już kogo do jakich poglądów mam przyporządkować, tylu ich było. Odbieranie tych treści szło momentami bardzo opornie, bo to tematyka zupełnie mi obca, a informacji było zdecydowanie za dużo jak na możliwości przeciętnego czytelnika, który nie mieszkał w Peru i (przyznaję się bez bicia) de facto, niewiele o nim wie.
Rozpływałam się, kiedy Llosa snuł opowieści o swojej rodzinie. Nie mam na myśli tylko kontrowersyjnego wątku z "ciotką" Julią, późniejszą żoną pisarza, ale o całym klanie Llosów. Nie dziwię się, że młody Mario z czasem stał się tak wyrazistą osobowością, miał dookoła siebie bardzo dużo ciekawych charakterów.
Z pewnością ogromnym kontrastem do tej zbiorowości jest postać ojca, z którym Mario nie miał najlepszych kontaktów, czego zdecydowanie nie można powiedzieć o reszcie rodziny.
Rozpływałam się, kiedy Llosa snuł opowieści o swojej rodzinie. Nie mam na myśli tylko kontrowersyjnego wątku z "ciotką" Julią, późniejszą żoną pisarza, ale o całym klanie Llosów. Nie dziwię się, że młody Mario z czasem stał się tak wyrazistą osobowością, miał dookoła siebie bardzo dużo ciekawych charakterów.
Z pewnością ogromnym kontrastem do tej zbiorowości jest postać ojca, z którym Mario nie miał najlepszych kontaktów, czego zdecydowanie nie można powiedzieć o reszcie rodziny.
Bardzo trudno jest mi dokonać oceny tej książki. Z jednej strony, życie Llosy jest tak ciekawe i barwne, że można by Jego przeżycia podzielić na dwie, trzy osoby. Polityka, czyli druga strona medalu, przedstawiona w taki sposób może wielu czytelnikom utrudnić odbiór autobiografii. Na sferę językową nie ma co narzekać, lubię styl Peruwiańczyka, jestem do niego przyzwyczajona i z chęcią sięgam po kolejne książki.
Niestety, dołączę się do chóru czytelników, dla których wydanie "Jak ryba w wodzie" w takim, a nie innym momencie, było chwytem czysto marketingowym, ponieważ nie jest to aktualne dzieło. Llosa pisał je dwadzieścia lat wcześniej zanim został "tym słynnym Llosą od Nobla". Moje uczucia wobec autobiografii są ambiwalentne, z jednej strony mnie zachwycił po to, żeby zaraz zanudzić. Nie jest to poziom, do którego w wykonaniu tego autora przywykłam.
*Mario Vargas Llosa, Jak ryba w wodzie, Wydawnictwo Znak, Kraków 2010, s.211.






