Elif Şafak jest jedną z moich ulubionych pisarek. "Czterdzieści zasad miłości" jeszcze bardziej utwierdziło mnie w tym przekonaniu. Mogłabym godzinami wzdychać, ach, jaka Ona zdolna, jak potrafi napisać i podbić serce czytelnika. Tym razem nie było inaczej.
Główną bohaterką powieści jest Ella, gospodyni domowa z mężem, trójką dzieci i dodatkowymi kilogramami. Jej życie przebiega monotonnie, ale pewien egzemplarz recenzencki wywraca je do góry nogami. Powieść, którą czyta (a my razem z nią) przenosi nas do XIII wieku, otwiera bramy do duchowości i kultury Wschodu. Zadaje trudne pytania, o szczęście, sens istnienia, ale przede wszystkim, o miłość. Kiedy kobieta skonfrontuje przeczytane treści ze swoim losem, zacznie dojrzewać do zmian m.in. pod wpływem autora książki, z którym uda jej się nawiązać kontakt.
Zaskoczyła mnie ta książka, pokazała fascynujący wymiar duchowości zupełnie mi nieznanej, wypełnionej filozofią derwiszy. Turczynka nie skupiła się jednak tylko postaciach z "wyższych" sfer, bardzo podobał mi się wątek nierządnicy, która pojawiła się na kartach powieści. Duży kontrast pomiędzy światem duchowym Wschodu a życiem Elli skłania czytelnika do refleksji i do zadania sobie takich samych pytań, przed jakimi staje kobieta.
Konstrukcja "Czterdziestu zasad miłości" ma pewne przesłanie i zadanie, które (przynajmniej w moim przypadku) zadziałało.
Elif Şafak bierze rękę czytelnika i zabiera go do orientalnej krainy, tętniącej zupełnie innym rytmem,karmiącej się odmiennymi od współczesnych treściami. Ta podróż niewątpliwie odrywa od rzeczywistości. Pomimo mistycznej tematyki, czyta się ją jednym tchem, jest bardzo oryginalna i wciągająca. Autorka nie dość, że miała rewelacyjny pomysł na książkę to jeszcze zrealizowała go w 100%. Byłam tak nią pochłonięta, że nie dopatrzyłam w niej żadnych niedoskonałości, dla mnie to książka idealna.

