Kiedy czytałam tą książkę, pomyślałam sobie, że jest jak tort czekoladowy.
Zjemy jego każde ilości, bo uwielbiamy czekoladę.
Nawet jeśli tort w niektórych fragmentach posiada za dużo lukru czy jest przypieczony.
Myślimy "a, za dużo lukru" i... jemy dalej.
"Wrócę po ciebie" to historia Ethana, "psychologa, który uwiódł Amerykę".
Jednak kiedyś był on zwykłym chłopakiem, który po prostu w pewnym momencie swojego życia poczuł, że musi zrobić coś więcej niż pracować na budowie.
Rzucił więc swoją przeszłość po to, aby zacząć pracę na trochę innej "budowie" - tworzeniu własnego sukcesu.
No i zbudował.
Posiada wszystko, za czym uganiają się przeciętni śmiertelnicy - pieniądze, sława, uznanie.
Jednak w miarę upływu stron w książce dowiadujemy się, że za jego sukcesem stoi ogromne poświęcenie - porzucenie przyjaciół, zrezygnowanie z miłości, kompletne pogubienie siebie.
Ethan dochodzi do smutnego wniosku - będąc osobą, która jest autorytetem w dziedzinie szczęścia życiowego jest na wskroś nieszczęśliwy.
Po bardzo tragicznych przeżyciach, które miały mu uświadomić, do czego doprowadziły go jego zachowania, nasz "specjalista" od bycia szczęśliwym, dostaje drugą szansę...
Przeżyć traumatyczny dzień jeszcze raz, od początku.
Przemyśleć wszystko, poskładać jak zepsutą zabawkę i naprawić.
W miarę możliwości, oczywiście, życie to nie tylko rozregulowany mechanizm.
To powieść o wykorzystywaniu swojej szansy, którą zawsze mamy, ponieważ nigdy nie jest za późno na naprawienie nawet największych błędów.
Pan Guillaume Musso trochę mnie...ostudził.
Bardzo czekałam na możliwość przeczytania tej książki jednak przyznaję, że trochę się zawiodłam.
Książka po prostu wydawała mi się średnia.
Spodziewałam się bardziej górnolotnej literatury.
Czytając niektóre fragmenty tej powieści, miałam wrażenie, że ten pisarz po prostu przeczytał kilka książek w swoim życiu i bazuje tylko na inspiracjach z nich.
Stawało się to irytujące.
W pewnych momentach czułam się przytłoczona cytatami, parafrazami, miałam wrażenie, że ta książka to po prostu jakaś dziwna "sklejka".
Byłam zmęczona żonglerką tytułów filmów, programów telewizyjnych i popularnych piosenek.
Oprócz tego uważam, że w niektórych momentach średnio udało mu się uchwycić tą specyficzną dwutorowość świata realnego i tego metafizycznego, od którego dostał szansę Ethan.
Po prostu były chwile, w których czułam, że ktoś opowiada mi bajkę, w którą nie do końca umiem uwierzyć.
Może mam za mało bujną wyobraźnię albo pan Musso nie jest tak dobry, za jakiego Go mają.
Tort czekoladowy zjadłam, bo...
lubię znać zakończenia historii, które choć przez kilka minut trzymały mnie w napięciu.
Tak było z tą książką.
Co Wy o tym myślicie?
Dodam tylko, że to moja pierwsza książka Jego autorstwa i absolutnie się nie zrażam,
jeśli tylko będę miała okazję, sięgnę po następną.