Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Eric-Emmanuel Schmitt. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Eric-Emmanuel Schmitt. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 1 kwietnia 2012

Éric-Emmanuel Schmitt "Kobieta w lustrze"


Eric-Emmanuel Schmitt zabiera nas w kolejną podróż. Tym razem "zwiedzamy" wrażliwe dusze trzech kobiet, które dzielą ramy czasowe, światopoglądy i historie życia.
Każda z nich wyróżniała się na tle swojej epoki jakimś rodzajem "inności". Jednak instynkt podpowiadał im zachowywanie się według własnej natury, a nie w zgodzie z normami przyjętymi przez epokę.  Dzięki temu były kontrowersyjne, dziwaczne i za to właśnie, przyszło im ponieść różnorodne życiowe konsekwencje. 

Nie chcę zdradzać szczegółów tej historii, bo żaden czytelnik nie zasługuje na to, aby odbierać mu przyjemność z czytania. Choć było słychać głosy krytyki, które "Kobiecie w lustrze" zarzucały wolno rozwijającą się akcję, mi to nie przeszkadzało. Był to ten rodzaj książki, który wywarł na mnie tak ogromne wrażenie, że nie chciałam jej szybko kończyć. Przyzwyczaiłam się do jej początkowego wolnego tempa po to, aby dostać całkiem sporo emocji przy końcu powieści. 

Portret trzech kobiet to świetnie rozpisane historie, które mnie wciągnęły i zafascynowały. Nie tylko podobał mi się sam pomysł, uwikłania w jedną historię tak różnych, choć tak podobnych jednocześnie osób, przypadli mi też do gustu bohaterowie, których Schmitt umieścił na drugim planie. 
Dawno nie czytałam książek tego pisarza i to chyba jest mój błąd, bo dzięki "Kobiecie w lustrze" przypomniałam sobie, jak bardzo zdolnym autorem jest Schmitt i jak bardzo cenię Jego styl tworzenia.  W zupełnie niewymuszony sposób naprowadza na refleksję, opowiadając swoje historie wspaniałym i zrozumiałym językiem.  Choć zabrał mi tą książką cały dzień to jednocześnie dał mi nią bardzo wiele. Z czystym sercem dopisuję powieść do listy moich ulubieńców i nie mogę się już doczekać, jaka książka francuskiego autora wpadnie mi w ręce jako następna. 


niedziela, 13 marca 2011

Eric-Emmanuel Schmitt "Tektonika uczuć"

Lubię tego pana.

Nasz ulubieniec, prawda?
Pełno go na blogach, jest pisarzem wybitnie wielbionym przez kobiety. 


Ujmuje mnie jego styl literacki, chwalący sobie nie ilość stron, lecz jakość słów na nich zapisanych.
Choć przyznam się, że nie każde opowiadanie w "Historiach miłosnych" mi się podobało, znalazło się tam jedno, które uwielbiam i miałam je okazję dzisiaj przeczytać już po raz drugi. 
Nie umniejszyło to uczuciom, jakie towarzyszyły mi po raz pierwszy, gdy je przeczytałam, więc świadczy to chyba o fenomenie "Tektoniki uczuć" Erica Emmanuela Schmitta.



"Tektonika uczuć" to historia miłości Diane i Richarda.
Ich związek jest  burzliwą, chaotyczną i (jak się okaże później) wypełnioną drobnymi oszustwami, relacją dwojga ludzi. 
Relacją, która tak jak w tektonice - powoduje nagłe wybuchy, fale, sieje zniszczenie. 

Ich związek bazuje na zdystansowaniu Diane, Richard bardzo długo starał się o względy Diane, która go odrzucała.
W końcu pada o kilka słów za dużo i ... para rozstaje się.
Na wskutek niewyjaśnionego kłamstwa,  Diane postanawia uknuć pewien spisek - nakierować uczucia Richarda na ramiona innej kobiety.

"Tektonika uczuć" w najlepszy sposób pokazuje, do czego może doprowadzić brak szczerości między ludźmi.
Nawet jeśli szczerość bywa skomplikowana i rozebranie się przed kimś ze swoich najbardziej wstydliwych uczuć czy lęków, bywa trudne.  Schmitt pokazuje, do czego może doprowadzić nas jej brak.

Dynamika tej książki jest naprawdę ujmująca. Choć nie jest ona długa, na niektórych jej stronach, wprost wylewają się z niej ludzkie emocje i towarzyszące im napięcie.
Schmitt rewelacyjnie opisał bohaterów i relacje między nimi, których poznajemy w "Tektonice uczuć".
Świetnie pokazana toksyczność relacji matka-córka, która stanowi bardzo silne tło dla opisania dziwnej, miłosnej relacji i jej wszystkich pokręconych następstw.

Bardzo często, kiedy ludzie siebie zostawiają, używają stwierdzeń "Nie byłam/em na to gotowa/y" - z tym kojarzy mi się ta książka.
Dwójka bardzo pogubionych ludzi próbuje siebie nieudolnie kochać, ale nie uda im się to, mimo szczerych chęci...
Ta szczuplutka książka w moim życiu przypomina mi trochę takiego przyjaciela machającego palcem - nie wolno tak. Istnieje ku przestrodze.
Warto po nią sięgnąć, warto się zastanowić na kilkadziesiąt minut nad szczerością, dopóki możemy mamy jeszcze co ulepszać i poprawiać. :)





PANI POMMERAY (...) Jestem jej matką, a więc osobą, która zna ją mniej niż ktokolwiek inny.
RICHARD Jak może pani tak mówić?
PANI POMMERAY Richard, che pan powiedzieć, że pańscy rodzice pana znają?
PANI POMMERAY To ludzie, którzy mają najdawniejsze wspomnienia związane z pana osobą, w pobliżu których przeżył pan najwięcej czasu, niewątpliwie, ale o których nie może pan twierdzić, że pana znają.