Pokazywanie postów oznaczonych etykietą klasyka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą klasyka. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 24 października 2011

Aleksander Dumas syn "Dama Kameliowa"

(Plakat do przedstawienia autorstwa Alfonsa Muchy)


Wypadałoby kiedyś w końcu znaleźć czas na klasykę. Zdaję sobie sprawę z tego, że starocie czasami leżą zakurzone na półkach, gdzie brak opisu na okładce to standard (co w niektórych przypadkach owocuje brakiem motywacji do czytania). 

Jednak bez względu na to, jak wiele kurzu udźwigną na swoich grzbietach wydania "Damy kameliowej" autorstwa Aleksandra Dumasa (syna), jedno jest pewna: Małgorzata Gautier to literacka i kultowa postać, która na zawsze wpisała się w kanony literatury światowej. Nie tylko w tej dziedzinie jest postacią legendarną, jeśli ktokolwiek z Was słyszał o operze "La Traviata" Verdiego niech ma na uwadze fakt, że jest to adaptacja sceniczna książki.

Małgorzata od wielu lat trudni się jako kurtyzana. Dzięki urodzie ma na swoim koncie niejedno złamane męskie serce, ale także satysfakcjonujące przychody, które pozwalają wieść jej życie na poziomie. 
Kiedy zakocha się w niej Armand Duval, zupełnie zapomni o tym jak ważnym aspektem życia kogoś pokroju Małgorzaty są pieniądze, zdobywane dzięki swoim klientom. 
Co więcej, zapomni także o tym, że został wyposażony w rozum, bowiem momentami był tak naiwny, że aż irytujący.  
Można mieć bardzo dużo zastrzeżeń co do jakości uczucia, jakie obserwujemy na kartach książki, jednak należy wziąć pod uwagę fakt, że ma ona już swoje lata, model uczuciowości w tamtych czasach był zupełnie inny, ale...

Po prostu uwielbiam miłość spowitą w atłasiki i satynki, wychodzącą wprost z powozów prowadzonych przez konie, o zasuwach w sypialniach na natrętnych mężczyzn to już nie ma co się rozpisywać, to mówi samo za siebie. Diabeł (a w zasadzie Miłość) tkwi w szczególe.
Ta książka to prawdziwy skansen dawnych czasów i zwyczajów. I choć wiele się od tamtej pory zmieniło, jedno się nie zmieniło: nieszczęśliwie zakochani. Zawsze jest tak samo i choćbym nie wiem jak się zarzekała, że mnie coś takiego nie wzrusza, to lekko wstydliwie przyznam, że jednak wzrusza. Warto było też przeczytać tę książkę ze względu na styl autora, który dzięki swoim przemyśleniom i ciekawym dialogom dawał okazję do czytelniczej refleksji.


(La Dame aux camélias- autorstwa Vincenta Beardsleya)




PS.  "Nasza" Sol napisała artykuł m.in.o... Nas, czyli blogerach książkowych, również z moim udziałem. 
Jest długi, ale te kilka stron tekstu to  naprawdę ciekawa lektura, doceńmy Jej pracę i zaangażowanie zaznaczając "pięć gwiazdek" na dole artykułu! :)
http://www.wiadomosci24.pl/artykul/od_blogera_do_reportera_od_grafomana_do_fotografa_co_daje_215756.html

poniedziałek, 1 sierpnia 2011

Stare kino - "Wojna i pokój" (1956)

Lubicie stare kino? 
Ja muszę powiedzieć, że uwielbiam. 
Uwielbiam cofać się do dawnych lat, ale przede wszystkim - do dawnych gwiazd filmowych. 
Lubię móc odczuwać na własnej skórze widza, jak wiele rzeczy od tamtej pory się zmieniło. 
We wszystkich filmowych aspektach - począwszy od aktorstwa a skończywszy na scenografii.

Kreatywna swoją wspaniałą notką o Audrey Hepburn (przeczytajcie ją koniecznie!;)) przypomniała mi o moim postanowieniu filmowym.

Od kilku miesięcy moja Mama kolekcjonuje kolekcje filmową "Ikony kina", a ja... jeszcze nie miałam szansy się jej bliżej przyjrzeć. Dzisiaj, przełamałam bariery i zasiadłam do seansu, który trwał dwieście minut. 


"Wojna i pokój" w reżyserii Kinga Vidora to jedna z najwspanialszych ekranizacji powieści, jaka kiedykolwiek powstała w historii kina. 
Wynika to nie tylko z faktu, że reżyser stanął przed ogromnym wyzwaniem, przetworzenia na film czterech tomów powieści, ale przede wszystkim z ogromu trudnych wątków,zarówno  historycznych jak i obyczajowych, jakie poruszył Lew Tołstoj w swojej książce. 


Pierwszą kwestią, która od razu rzuca się w odbiorze tego filmu jest znakomita obsada aktorska. 
Audrey Hepburn w tym filmie pokazuje wszystkim niedowiarkom, że nie jest tylko pięknością trzepoczącą długimi rzęsami, ona jest aktorką.
Tak wspaniałą, że w perfekcyjny sposób uda jej się oddać przemianę głównej bohaterki, z naiwnego i bardzo kochliwego podlotka w kobietę z bagażem doświadczeń.
Godna wspomnienia jest także gra aktorska Henry'ego Fondy i Herberta Loma. Ten ostatni wcielił się w drugoplanową rolę Napoleona, którego istnienie w tym filmie jest kluczowe.

Bowiem ważnym tłem dla tego filmu jest tło historyczne. Agresywne walki między Rosją a Francją, historyczne batalie pod Austerlitz czy Borodino - to wszystko możemy zobaczyć właśnie w "Wojnie i pokoju".
Odtworzone z rozmachem i przepychem, w produkcji praktycznie wszędzie czuć ogrom pieniędzy włożonych w tę ekranizację - od kostiumów aktorów aż po sceny wojenne, które są po prostu wspaniale nakręcone.
Patrząc na datę produkcji, jestem pełna podziwu dla tak dokładnego odtworzenia scen batalistycznych. Widać, że ktoś włożył tu naprawdę sporo wysiłku i zatrudnił mnóstwo ludzi do tego, abyśmy my, widzowie, poczuli się dokładnie tak, jak na prawdziwym polu walki.

I choć seans trwa dwieście minut, co dla współczesnego widza może być po prostu szokujące, ja podczas oglądania tego filmu, kompletnie zatraciłam się w czasie. 
Pochłonęły mnie losy i historie ludzi, którzy kochają, a których życiowe losy są poplątane poprzez wojnę. 
Pozostaje mi jedynie chylić czoła przed tak perfekcyjnym oddaniem wielowątkowej powieści i zachęcić do poświęcenia swojego czasu na klasykę kina i przy okazji, bardzo wartościowy film.