Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Richard Paul Evans. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Richard Paul Evans. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 11 września 2012

Richard Paul Evans "Doskonały dzień"

Richard Paul Evans nie jest twórcą arcydzieł. I m.in za to Go lubię, bo to sprawdzona marka, która wyciśnie z nas łzy i sprawi, że docenimy najbliższych.
Smaka na "Doskonały dzień" zrobił mi osobiście, ponieważ na spotkaniu z pisarzem, w którym miałam okazję brać udział, opowiadał o niej i o swoich literackich początkach bardzo dużo.

Trudno się dziwić, bo główny bohater, Bob, ma wiele wspólnego z autorem powieści - obydwoje w stosunkowo krótkim czasie stali się bestsellerowymi autorami. Z całym bagażem odpowiedzialności, jaki niesie za sobą ten przywilej - brakiem czasu dla rodziny, koniecznością podpisywania książek w całych Stanach i wiele, wiele innych.
Robert ma kochającą żonę i córkę, jest szczęśliwy. Gdy z dnia na dzień traci pracę, postanawia zrobić coś, co wydaje się szalone jak na bezrobotnego z rodziną do utrzymania, napisać powieść, która wkrótce wywróci do góry nogami jego życie.

Podobało mi się to, że odbierałam tę książkę w dość odmienny sposób od tego, jak robię to zazwyczaj. Przy kłótniach bohaterów, najczęściej, stoję po stronie jednego, a "Doskonały dzień"  pokazuje w tej kwestii dość uniwersalną prawdę, że wina leży po obydwóch stronach. To niewątpliwie udało się autorowi oddać. 
Jednak muszę przyznać, że czytałam już lepsze książki Evansa. Powieść nie wywarła na mnie takiego wrażenia jak poprzednie, nie czułam się nią aż tak poruszona. Owszem, jest świetną opowieścią  o tym, co w życiu jest najważniejsze, ale prawdę mówiąc, książek takich jak ta jest całkiem sporo. "Doskonały dzień" wydał mi się za bardzo przewidywalny, momentami, zionęło nudą. Historia była zbyt "rozciągnięta" w stosunku do tego, ile jest w niej nieprzewidywalności (niestety, niewiele!). Zawsze wydawało mi się, że życie znanych twórców jest wypełnione większą ilością ciekawych wydarzeń. 
Spodziewałam się po Evansie więcej, ale nie sądzę, żeby ostudziło to mój zapał do dalszego poznawania twórczości tego autora.

czwartek, 5 lipca 2012

Richard Paul Evans "Kolory tamtego lata" + zdjęcie z autorem! ;)

fot: Dalej Studio
Przedstawiam Wam jeszcze jedno zdjęcie, które znalazłam w internecie. Usprawiedliwiam wygląd moich włosów warunkami atmosferycznymi! ;) Największym zaskoczeniem było dla mnie odnalezienie siebie na... facebooku Evansa! Wiedziałam, że zrobił nam, czytelnikom zdjęcie, ale myślałam, że akurat mnie ucięło. Mój Chłopak stwierdził, że ze wszystkich osób na fotografii ja mam największy zaciesz, coś w tym jest... Dzisiaj zabrałam się za książkę, którą   kupiłam przed spotkaniem, coby pan Evans miał gdzie swoją parafkę złożyć. 


Fanki romansów zdążyły się już przyzwyczaić do tego, że Włochy są wybitnie często wybierane na miejsca akcji takich dzieł. Trudno się dziwić, kraj o tak ciekawej kulturze i pięknych krajobrazach aż prosi się o miłość. Kiedy Eliana, poznała rodowitego Włocha, uległa zarówno urokowi jego jak i państwa, z którego pochodzi. 

Jednak nawet przystojny i bogaty Włoch nie muszą być gwarancją la dolce vita. Eliana cierpi z powodu samotności, spowodowanej ciągłymi wyjazdami męża. Na jej barkach spoczywa także ogromna odpowiedzialność opieki nad synem, który choruje na astmę. Gdzieś w środku cierpi jej skołatana dusza, która tęskni za domem i byciem kochaną. 

Jak łatwo przewidzieć, na drodze życiowej głównej bohaterki pojawi się inny mężczyzna. 
Jego poznanie okaże się piękne i trudne zarazem. Serce czytelnika nie pozwala mi zdradzić więcej szczegółów z tej historii, żeby nikomu nie odebrać przyjemności z jej poznawania.

Kiedy skończyłam "Kolory tamtego lata" uświadomiłam sobie, że idealny przepis na czytadło dla kobiet to dużo miłości, dobrego jedzenia, pięknych krajobrazów, ciekawych ludzi. Wszystko to znajduje się w tej niezwykle wciągającej powieści, która odebrała mi chęci robienia czegokolwiek poza czytaniem. To książka, która pozwala wypocząć oraz naładować akumulatory romantycznej miłości, które czy tego chcemy czy nie, drzemią w większości kobiecych dusz.
Przypadły mi do gustu przysłowia włoskie umieszczone, tak charakterystycznie dla Evansa, przy początkach rozdziałów. Były świetnie dopasowane i oddawały klimat, w jakim książka została utrzymana.  Polecam wszystkim tym, którzy potrzebują lektury do chwili wakacyjnego odpoczynku.

PS. Po przeczytaniu tej książki przejrzałam kilka jej recenzji na portalach. I bardzo mnie zirytowały, bo przez to, że są tak poczytne, wiele osób je najzwyczajniej w świecie, "spoileruje", psując zabawę innym. Tragedia, powstrzymujcie się od tego jak tylko możecie! 


środa, 4 lipca 2012

Spotkanie z Richardem Paulem Evansem, 04.07.2012, Wojewódzka i Miejska Biblioteka Publiczna im. dr. W. Bełzy w Bydgoszczy

Richard Paul Evans, czy tego pana komukolwiek trzeba przedstawiać? Pojawił się w w mojej Bydgoszczy, a ja miałam możliwość uczestniczenia w tym wyjątkowym spotkaniu, które odbyło się na dziedzińcu Biblioteki. Idealna lokalizacja była idealnie dostosowana do temperatury, choć, o dziwo, aż takich tłumów nie było. Przyzwyczajona do ciasnoty jak sardynki w puszcze na spotkaniach autorskich, dumnie i wygodnie zasiadłam w pierwszym rzędzie, żeby wsłuchać się w to, co ciekawego pan Evans miał do powiedzenia. A było tego całkiem sporo! :)

Moje początkowe skojarzenie, kiedy pisarz pojawił się na dziedzińcu było... Mrs. Big z "Seksu w wielkim mieście"! :) Pewny siebie, inteligentny, z niesamowitym ładunkiem pozytywnej energii i szerokim uśmiechem.
Odpowiadał na ciekawe pytania, najbardziej zainteresowała mnie Jego historia związana z pierwszymi krokami, jakie stawiał jako pisarz oraz działalnością charytatywną. Wielka szkoda, że debiutancka powieść autora nie została przetłumaczona na język polski, ale z miłą chęcią sięgnę po nią w oryginale.

To co absolutnie mnie zaskoczyło, to Jego otwartość. Chyba po części zrozumiałam to, na czym polega ta słynna cecha Amerykanów. Richard Paul Evans każdemu podał rękę, nawiązał kontakt wzrokowy, każdej osobie dziękował za czytanie i obecność. Jak na kogoś, komu naprawdę już nie robi to, ile książek sprzedał, bo liczby idą w kilkunastu milionach w samym Stanach, wzbudza to ogromne zaufanie. 

Odniosłam też wrażenie, że autor, który słynie ze swoich myśli typu perełki, tak charakterystycznych w jego książkach,posługuje się nimi na co dzień. Wydawał mi się bardzo naturalny, chociaż... biorę na to poprawkę, ponieważ nie wiem czy wiecie, ale Richard Paul Evans z wykształcenia jest specjalistą od reklamy, więc doskonale zna wszystkie chwyty marketingowe : ) Pisarz uchylił rąbka tajemnicy, że w trzeciej części sagi, będzie postać Polaka, Leszka. Z pewnością przydadzą się degustacje, którymi chwalił się na facebooku i o których wspominał dziś ("pierogas"!). Dzięki dzisiejszemu spotkaniu poczułam bardzo silną motywację do tego, żeby zapoznać się z następnymi książkami pisarza, moje wrażenia są bardzo, ale to bardzo pozytywne.



Jeżeli chcecie spotkać się z pisarzem pamiętajcie, że w najbliższych dnia będzie można wziąć udział w spotkaniach w Warszawie oraz Rzeszowie. Z mojej strony mogę powiedzieć jedno: warto! :) 

wtorek, 26 czerwca 2012

Richard Paul Evans "Obiecaj mi"


Jak pisać książki, które stają się bestsellerami? Niestety, nie znam odpowiedzi na to pytanie. Mogę natomiast podsunąć Wam nazwisko pisarza, który na własnej skórze wie, jak to jest być takim szczęściarzem. Nazywa się Richard Paul Evans i właśnie "zabrał" mi kilka godzin, swoją powieścią noszącą tytuł "Obiecaj mi". 

Pierwsze moje wrażenie: czy ja wiem czy to takie typowe czytadło dla rozluźnienia? Jak na tego typu lekturę znajduje się tu zaskakująco wiele tragedii i zwrotów akcji. Sytuacja ma wygląda naprawdę nieciekawie, kiedy Beth dowiaduje się o zdradzie swojego męża. Jest to jedyny fakt, jaki mogę zdradzić z tej książki, żeby nie psuć żadnemu czytelnikowi zabawy. Evans skonstruował "Obiecaj mi" na zasadzie tajemnic i dawkowania napięcia. Z jednej strony, powieść czyta się błyskawicznie, z drugiej dostarcza wielu emocji. 

To romantyczna historia pokazująca, jak wiele oblicz ma miłość. Jestem pewna, że poruszy ona niejedną wrażliwą duszę, spragnioną chwili relaksu przy odrobinę mniej ambitnej lekturze. Moją uwagę zwrócił język autora, z którego można wyłowić sporo "złotych myśli", pięknie skonstruowanych perełek. Wiele fragmentów zaznaczyłam sobie jako tych godnych zapamiętania. Drobnym minusem książki może być jej kilka ostatnich rozdziałów. Spodziewałam się większej ilości emocji, a zostałam zalana wodospadem łez. 

Nie jest to w stanie zmienić mojego pozytywnego odbioru powieści. 
Moje zaskoczenie, że ta lektura przypadła mi do gustu, jest ogromne, ponieważ nie jestem fanką historii, w które trudno mi uwierzyć. W tym przypadku było zupełnie inaczej, zapomniałam o tym, że nie wierzę, dałam się ponieść lekturze.  Jak na pierwsze spotkanie z tym autorem, jestem pozytywnie zaskoczona i oby następne były równie udane. 



PS. A najbardziej spodobało mi się to, że Znak udostępnił przepisy, które Evans ma na swojej stronie. Potrawy, które pojawiły się w powieści, można samodzielnie upichcić w domu.
Przepisy znajdują się na stronie http://www.znak.com.pl/obiecajmi