Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Diane Chamberlain. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Diane Chamberlain. Pokaż wszystkie posty

piątek, 6 maja 2011

Diane Chamberlain, "Prawo matki"

"Prawo matki" Diane Chamberlain to ten typ książki, do której mówisz "czytam tylko piętnaście minut", a za chwilę orientujesz się, że jest pierwsza w nocy a ty cały czas masz ją w ręku, zaplątana/y w intrygi i historie bohaterów.



Wychowanie dziecka to jedno z największych wyzwań, jakim przychodzi nam podołać w szarym, ziemskim życiu. Nie jesteśmy tego w pełni świadomi, dopóki sami nie zostaniemy przygnieceni obowiązkami rodzicielskimi.
 Lauren Lockwood, matka dwójki dzieci, o ich ciężarze wie bardzo dużo.
Jej starsza córka, Maggie jest jej prawą  ręką w opiece nad Andy'm, który cierpi na FASD - alkoholowy zespół płodowy.
Choć chłopiec świetnie się rozwija, jest gwiazdą lokalnego klubu pływackiego, jego wychowanie stanowi ogromne wyzwanie.
Potrzebuje uwagi, dużo wyjaśnień sytuacji czy słów, które są "oczywiste", ale przede wszystkim mnóstwo cierpliwości.
Posiada ją Lauren, która z całej siły stara się wynagrodzić swojemu dziecku krzywdę, jaką wyrządziła mu przed laty, gdy była w ciąży.

Jak ma się czuć matka, gdy po bohaterskim czynie swojego syna, który uratował dzieci z płonącego kościoła, nagle Andy'ego oskarżają o jego umyślne podpalenie?
Jej emocje i heroiczny wysiłek po prostu kipią ze stron powieści.
Kim naprawdę jest Maggie, która całe życie stara się o uwagę matki? 
Jaką rolę w ich życiu odegrał Marcus, szwagier Lauren?

Choć te pytania, brzmią jak zapowiedź następnego odcinka brazylijskiej telenoweli, stopniowe odkrywanie odpowiedzi na nie było najlepszym elementem tej książki. 

Jak się okazuje, każdy z naszych bohaterów, ma tzw. drugą stronę medalu.
Powieść stopniowo pokazuje, że ci, których uważaliśmy za obrazy cnót wszelakich, nie do końca tacy są.Poznawanie ich historii i wielu motywów, które sprawiły, że podjęli takie, a nie inne decyzje w swoim życiu jest po prostu fascynujące.
Ich zaplątane losy, które intrygują to wspaniała gra na emocjach czytelnika.
Temu zabiegowi pomaga także zmienność narracji i cofanie się w przeszłość osób mówiących.

Nie sięgajcie po tę książkę, jeśli nie macie czasu, macie na głowę maturę albo mnóstwo pracy, bo wciągnie bez końca. Czyta się ją płynnie i lekko, jej lektura to naprawdę dobra rozrywka.

PS. Dziękuję za wszystkie małe i duże słowa wspracia przedmaturalnego :) Za mną polski podstawowy i roszerzony, matma podstawowa (o której myślenie przyprawia mnie o ból głowy) i angielski podstawowy, który napisałam w godzinę. Jeszcze tylko rozszerzenie z angielskiego oraz historii sztuki i koniec tego wielkiego stresu, bo naprawdę, czuję się jak kłębek nerwów!
Nie mogę się doczekać, aż znajdę czas na piętrzący się stos książek i filmów do obejrzenia oraz na przeczytanie wszystkich kuszących recenzji, które się pojawiły na Waszych blogach. :)
Miłego weekendu!