Pokazywanie postów oznaczonych etykietą David Nicholls. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą David Nicholls. Pokaż wszystkie posty

piątek, 19 kwietnia 2013

David Nicholls "Dobry początek"


Z niektórymi autorami jest jak z ludźmi, których spotykamy w życiu codziennym. Są tacy, z którymi po pięciu minutach znajomości czujemy, że się dogadamy. Tak właśnie uczucia towarzyszyły mi od samego początku, gdy zapoznawałam się z twórczością Davida Nichollsa.
Lubię jego styl pisania. Uwielbiam poczucie humoru i lekkość obracania wszystkiego w żart.

Podczas pisania "Dobrego początku" ta umiejętność bardzo mu się przydała, bo główny bohater jest sierotą.
 W znaczeniu tego słowa związanym z brakiem rodzica oraz byciem życiową niezdarą. Przez duże "n".
 Brian ma wyjątkową umiejętność mówienia i robienia takich głupot, że czytając powieść czułam się sama zażenowana za niego. Poznajemy go w przełomowym momencie jego życia, właśnie został studentem literatury angielskiej. Jego wiedza znacznie wykracza poza zakres studiowanego kierunku, dlatego wzięcie udziału w znanym teleturnieju okazuje się dla niego nie tylko spełnieniem marzenia, ale także, dużym wyzwaniem.

Lubię sposób Nichollsa na "wgryzienie się" w świat kultury, w jakim przychodzi żyć bohaterom. Uwielbiam jego aluzje muzyczne czy filmowe, nie tylko dlatego, że facet musi mieć świetny gust w tym zakresie. To sprawia, że czytelnik może utożsamiać się z bohaterem przez pryzmat chociażby ulubionej piosenki (fanom Kate Bush "Dobry początek" przypadnie do gustu i to bardzo). Jeżeli dodać do tego lekkość pióra i pomysłowość to właśnie "to coś", co on niewątpliwie ma. Nawet jeśli "Dobry początek" nie jest tak dobrą książką jak "Jeden dzień" to ja bawiłam się przy niej świetnie. Mimo faktu, że jest w tej powieści taki moment, gdzie zionie nudą to całość oceniam bardzo dobrze. Brakowało mi odrobinę bardziej zaplątanej historii miłosnej, bo ta była zbyt oczywista. Albo to po prostu urok głównego bohatera,wszyscy już wiedzą,a on dowiaduje się i domyśla jako ostatni.  A nam, czytelnikom, pozostaje tylko pośmiać się z jego dziwacznych przygód, co zapewnia "Dobry początek".

poniedziałek, 17 września 2012

David Nicholls "Jeden dzień" audiobook


Agnieszka Grochowska przeczytała mi ostatnio piękną bajkę. O dwóch takich, co się kochali i potrzebowali lat, żeby to zrozumieć. "Jeden dzień" Davida Nichollsa jest dziełem wyróżnionym w tym roku przez blogerów książkowych, którzy przyznali jemu  Złotą Zakładkę aż w dwóch kategoriach.
Nazwałam ją bajką, choć nie do końca nią jest. Niewątpliwie jednak tak zasłuchaną w czytaną mi książkę zdarzyło mi się być w wieku dziecięcym, stąd moje skojarzenie. Byłam zahipnotyzowana, wciągnięta w losy dwóch przeciwieństw - Emmy Morley i Dextera Mayhew. 
Źródło zdjęcia
Ona, za swoimi obrzydliwymi okularami, skrywa marzenia, ambicje, plany. Chce czynić świat lepszym, jest idealistką. On, jest chłopakiem z bogatej rodziny, żyjącym z dnia na dzień, który nie może powstrzymać się od oglądania za kobietami, piciem alkoholu, a z czasem, braniem narkotyków. 
Choć są tak różni od siebie, ich znajomość trwa lata, a my, każdego piętnastego lipca poznajemy, na jakim etapie życia są. 
Czas mija nieubłaganie, konfrontując ich młodzieńcze zapały z rzeczywistością. Nie zawsze wszystko przebiega w życiu według planu, czasem trzeba dostosować się do tego, co jest. 
Brzmi jak kiczowaty romans, ale do "Jednego dnia" ta łatka niezbyt pasuje, powieść jest bardzo charakterna.
Jej pazurem są dialogi, zabawne i inteligentne konwersacje ludzi z zupełnie innych planet.Zakochałam się w tych postaciach, w ich wyrazistych osobowościach. Tak realni, jakby zaraz mieli wyjść ze stron powieści i rozmawiać, w ich charakterystyczny sposób, obok mnie.
Pogaduchy Em i Dex sprawiały, że nie mogłam opanować wybuchu śmiechu nawet w tak 
nieprzystosowanych do tego miejscach jak pojazdy komunikacji miejskiej.
Autor wymyślił  ciekawy sposób, aby wywołać refleksję na temat upływającego czasu. Widzimy, jakie zmiany zachodzą w życiu bohaterów każdego roku, jak dojrzewają. Oprócz wyrazistych osobowości na pierwszym planie, bardzo przypadły mi do gustu mniej ważne postacie jak np. dziwaczna współlokatorka Emmy czy Sylvia, która wydawała mi się bezosobową flądrą. 
"Jeden dzień" jest powieścią tak wyrazistą jak jej główni bohaterowie. Przesycona uczuciami, niezwykle emocjonalna i angażująca czytelnika. Jak bardzo, przekonałam się kiedy kończyłam ją w połowie nocy, oczywiście, z paczką chusteczek w ręku. Myślałam, że będę umiała zgrywać twardzielkę, ale niestety (albo i stety) nie dałam rady. Em i Dex byli bohaterami rozpisanymi tak wiarygodnie i prawdziwie, że żal było się z nimi rozstawać. Jeżeli szukacie historii, w której zatracicie się bez pamięci, "Jeden dzień" z pewnością sprosta Waszym oczekiwaniom. 
Za audiobooka dziękuję serwisowi Audeo

czwartek, 22 marca 2012

"Dubler" David Nicholls



Życiowy nieudacznik to ten typ bohatera, który w bardzo szybki sposób potrafi przychylić sobie uwagę odbiorcy. Bo trudno nie trzymać kciuków, kiedy biegnie Forrest Gump z rozlatującymi się szynami i współczuć gdy Adaś Miauczyński odbiera za swoją żmudną robotę wykładania języka polskiego stawkę tak śmieszną jak smutną. 

David Nicholls w powieści "Dubler" stworzył postać Stephena C. McQueena, aktora teatralnego i telewizyjnego. Jeśli patrzycie na ten zawód w kategorii bogactwa, autografów i sławy to owszem, znajdziecie to w powieści. Postać Josha Harpera, bożyszcza kobiet idealnie to odzwierciedla. Jednak nasz główny bohater przypomina trochę dziecko patrzące na lukrowane babeczki przez szybę cukierni - jest jego dublerem, którego szanse na własne pięć minut równają się zeru. Choć podobno na tym świecie nie istnieje sprawiedliwość, to jednak nigdzie nie czuć tego tak, jak w artystycznym światku z perspektywy kogoś, komu kompletnie się w nim nie powodzi. 
Stephen nie tylko próbuje walczyć o sukcesy zawodowe, stara się także o uwagę córki, byłej żony oraz nowej przyjaciółki, żony Josha. Każda z tych pań stanie się mu na łamach powieści bliższa, lecz każda w inny sposób. 

Pochłonęłam  tę książkę w kilka godzin, nie mogąc się od niej oderwać. Kiedy próbuję odpowiedzieć sobie na pytanie, jaki jest tego powód, przychodzi mi do głowy jedno słowo: naturalność. 
Stephen to prawdziwy bohater, z którym może się utożsamiać wiele osób. Dzięki swoim porażkom jest tak rzeczywisty i przemawiający, że z miejsca podbił moje serce.
Każdy z nas przeżył gorsze momenty i wie jak smakują upadki. Te opisane w "Dublerze" to słodko- gorzkie historie, w których czytelnik może odnaleźć wiele uniwersalnych wskazówek dotyczących chociażby kontaktów międzyludzkich. Choć nie do końca przypadło mi do gustu zakończenie powieści, to trzeba przyznać, że czytało się świetnie. Lekko, momentami groteskowo, bez miejsca na czytelniczą nudę. Styl pisania Davida Nichollsa rozbudził mój czytelniczy apetyt. Ponadto, zabrał mnie w wyjątkową podróż do teatru bez wychodzenia z domu, zapewniając po prostu dobrą rozrywkę. 



PS. A za to właśnie uwielbiam moją bibliotekę. Bo mogłam tę książkę dzisiaj w niej upolować, pomimo, że ukazała się niedawno ;)