Z dobrymi myślami jest tak, że często ulatują. I że cierpimy na ich brak wtedy, kiedy są najbardziej potrzebne. Do "żółtych karteczek" Beaty Pawlikowskiej nikt przekonywać mnie nie musiał. Od momentu kiedy je poznałam, natychmiast jedna z nich wylądowała na moim pulpicie (gdzie znajduje się do dziś) i codziennie walczy o mój dobry humor.
Czy jest sens wydawania tak małej ilości treści w książce? Zastanawiałam się nad tym przez dłuższą chwilę i doszłam do wniosku, że w tym przypadku: owszem. Jest. Może dlatego, że nie potrafiłam tej książki przeczytać "na raz", że dużo, nawet krótkich zdań, błąkało się po mojej głowie. Zwróciłam uwagę też na fakt, że jest ona estetycznie wydana, nie wszystkie przemyślenia zostały umieszczone na bijącej po oczach żółci. Odręczne rysunki Beaty Pawlikowskiej zawsze wzbudzały moją sympatię, lubię jej wesołą twórczość plastyczną. ;)
Jeżeli komuś odpowiada filozofia pozytywnego myślenia, podświadomości i walczenia o własne szczęście, ta cieniutka książka może okazać się tym, czego potrzebuje. Wsparciem oraz drogowskazem, w przystępnej formie. Niestety, nie można powiedzieć tego o jej cenie, bo w życiu nie zapłaciłabym za nią 30 złotych, które życzy sobie wydawca.
Dobrze jednak być w jej posiadaniu, bo przeczytanie jakiejś krótkiej sekwencji zajmuje małą chwilę, a w trudnych momentach każda deska ratunku bywa na wagę złota. Polecam wszystkim tym, którzy spragnieni są wiosny, nie tylko za oknem, ale i w duszy.
