To kolejny odcinek serialu pod tytułem "Olga Tokarczuk zachwyca". Swoim językiem, atmosferą, losami i charakterami bohaterów. Uwielbiam to, z jaką wrażliwością pochyla się nad światem przyrody, pokazując jego zupełnie inne oblicze. Powieść "Dom dzienny, dom nocny" jest oparta na podobnej konstrukcji co wychwalany "Prawiek i inne czasy". Jest miejsce, są bohaterowie z nim związani.
Lubię ich i to, że nie są wyidealizowani. Ci ludzie, wydają się być tak prawdziwi, że od razu moja wyobraźnia dopowiadała sobie jak ewentualnie wyglądaliby, mówili. Zaskoczył mnie fakt, że nawet jeśli Tokarczuk opisuje postacie mniej barwne, robi to w taki sposób, że oni nadal wzbudzają moje zainteresowanie.
Książka ma bardzo ciekawy klimat, prostoty bez zbędnego gadania, za to z dużym sensem. Wiele cytatów plącze mi się po głowie po jej przeczytaniu, bardzo podobał mi się świat Nowej Rudy wykreowany przez pisarkę. Uwielbiam grację, z jaką łączy wiele wątków, bawiąc się stylistyką, konwencją, a także czasem akcji. To mistrzyni eksperymentu. Poszukuje magii w prostocie i znajduje ją. Sprawia, że choć na małą chwilę patrzymy na świat przez pryzmat tego, co wymyśliła. "Dom dzienny, dom nocny" zadziwił mnie tyle razy, ile zachwycił. Nie umiem oddać słowami uroku tego zwykłego i mistycznego zarazem miejsca, do którego nas zabiera. To trzeba przeżyć na własnej, czytelniczej skórze.
Nie jest to powieść, którą pochłania się z zapartym tchem przy świetle latarki. Rozumiem wszystkich tych, którzy zabłądzili w jej czytaniu. Jest to książka, której trzeba poświęcić więcej czasu. Momentami trudna w odbiorze,ale nie mam żadnych wątpliwości co do tego, że warta każdego wysiłku włożonego w jej czytanie.

