Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Olga Tokarczuk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Olga Tokarczuk. Pokaż wszystkie posty

piątek, 2 listopada 2012

Olga Tokarczuk "Dom dzienny, dom nocny"


To kolejny odcinek serialu pod tytułem "Olga Tokarczuk zachwyca". Swoim językiem, atmosferą, losami i charakterami bohaterów. Uwielbiam to, z jaką wrażliwością pochyla się nad światem przyrody, pokazując jego zupełnie inne oblicze. Powieść "Dom dzienny, dom nocny" jest oparta na podobnej konstrukcji co wychwalany "Prawiek i inne czasy". Jest miejsce, są bohaterowie z nim związani.

Lubię ich i to, że nie są wyidealizowani. Ci ludzie, wydają się być tak prawdziwi, że od razu moja wyobraźnia dopowiadała sobie jak ewentualnie wyglądaliby, mówili. Zaskoczył mnie fakt, że nawet jeśli Tokarczuk opisuje postacie mniej barwne, robi to w taki sposób, że oni nadal wzbudzają moje zainteresowanie.
 Książka ma bardzo ciekawy klimat, prostoty bez zbędnego gadania, za to z dużym sensem. Wiele cytatów plącze mi się po głowie po jej przeczytaniu, bardzo podobał mi się świat Nowej Rudy wykreowany przez pisarkę. Uwielbiam grację, z jaką łączy wiele wątków, bawiąc się stylistyką, konwencją, a także czasem akcji.  To mistrzyni eksperymentu. Poszukuje magii w prostocie i znajduje ją. Sprawia, że choć na małą chwilę patrzymy na świat przez pryzmat tego, co wymyśliła. "Dom dzienny, dom nocny" zadziwił mnie tyle razy, ile zachwycił. Nie umiem oddać słowami uroku tego zwykłego i mistycznego zarazem miejsca, do którego nas zabiera. To trzeba przeżyć na własnej, czytelniczej skórze. 

Nie jest to powieść, którą pochłania się z zapartym tchem przy świetle latarki. Rozumiem wszystkich tych, którzy zabłądzili w jej czytaniu. Jest to książka, której trzeba poświęcić więcej czasu. Momentami trudna w odbiorze,ale nie mam żadnych wątpliwości co do tego, że warta każdego wysiłku włożonego w jej czytanie. 

środa, 19 września 2012

Olga Tokarczuk "Prawiek i inne czasy"


Podobno z twórczością Olgi Tokarczuk jest tak, że albo Jej proza jest odbierana jako męczący i niezrozumiały bełkotem albo fenomen. To moje drugie spotkanie z tą pisarką i chyba mogę zaliczyć siebie do drugiej grupy odbiorców. Jej oryginalny styl pisania przypadł mi do gustu i to bardzo.

Tytułowy Prawiek jest wioską, której rytm życia jest wyznaczany przez upływający czas. Poznajemy jego mieszkańców, plejadę ciekawych osobowości i historii. Tokarczuk pokazuje, że losy człowieka są nierozerwalnie związane z naturą, a także z duchowością. Ukazaną w książce przez symbole, czyniące z "Prawieku i inne czasy" wielowymiarowe dzieło.

Bardzo podobało mi się to zestawienie rytmu życia zwykłych ludzi i np. duszy uwięzionej w stawie. Kiedy po rozdziale tak oderwanego od rzeczywistości bohatera, wracało się do czyjejś kuchni to od razu przychodziła mi do głowy refleksja, jakbyśmy świat poznawali tylko przez szybę, niekompletnie, na tyle, na ile nam pozwolono. Niektórzy bohaterowie posiadali ten przywilej, że mogli zajrzeć do świata duchowości przez dziurkę od klucza, inni byli skupieni tylko i wyłącznie na życiu doczesnym.
Być może przez to "Prawiek..." ma atmosferę tajemnicy, momentami niemalże grozy. Jedno jest pewne: jest świetnie napisany, chłonęłam każde słowo tej powieści, która pomimo mistycyzmu okazała się dziełem bardzo spójnym i logicznym.

Teraz rozumiem, dlaczego tak bardzo się złościłam, kiedy na próbnych arkuszach maturalnych z rozszerzonego polskiego trafiał się fragment prozy Tokarczuk. Oderwane "kawałki" tej wspaniałej układanki nie mają tak głębokiego sensu, bardziej mnie zrażały niż zachęcały. Cieszę się, że nadrobiłam zaległości, całość wprawiła mnie w czytelniczy zachwyt. 

Jestem przekonana, że moja recenzja nie odzwierciedla nawet w małym procencie dziwnego uroku, jaki posiada. Wykreować mistyczny i realistyczny świat jednocześnie, w dodatku, na zadupiu pod Kielcami to tak jakby odkryć nową cywilizację na klatce schodowej we własnym bloku. 
 Prawiek mnie zaczarował i z pewnością do niego wrócę. 

czwartek, 18 sierpnia 2011

Olga Tokarczuk, "Prowadź swój pług przez kości umarłych"


Gdyby było mi dane spotkać na żywo Janinę Duszejko, główną bohaterkę powieści Olgi Tokarczuk "Prowadź swój pług przez kości umarłych", uciekałabym gdzie pieprz rośnie. 
Bynajmniej nie dlatego, że codziennie chadzam do lasu w celu wyrżnięcia głowy sarnie czy zastrzelenia dzika, ale naszym naturalnym zachowaniem jest pewnego rodzaju lęk przed takimi dziwakami. Oryginalnymi, irytującymi i hipnotyzującymi, w jakiś nieopisanie mroczny sposób. 
Którzy mają coś ciekawego do powiedzenia, ale jednocześnie przekazują te ważne treści (bo ochrona zwierząt jest ważna) w taki sposób, że ma się ochotę ich po prostu, mówiąc kolokwialnie, spławić. 

Jednak co jeśli ta zbzikowana staruszka, która próbuje wytłumaczyć morderstwa zemstą zwierząt, ma rację? To pytanie chodzi po czytelniczej głowie od pewnego momentu powieści i nie daje spokoju. 
Bardzo podoba mi się ten aspekt, że wobec głównego bohatera możemy czuć tak ambiwalentne uczucia. Z jednej strony - podziw i zrozumienie, z drugiej niechęć. 
Rzadko kiedy mam możliwość spotkania się z takim bohaterem, niewątpliwie ta skomplikowana osobowość nadaje to smaczku całej historii. 
Czytając tę książkę czułam się zaplątana w jakąś dziwaczną historię osadzoną w bardzo realnym czasie i miejscu. Co nie oznacza, że powieść mi się nie podobała.
Była wciągająca i praktycznie nie było w niej nudnego momentu, co chwilę pojawiały się nowe zdarzenia, nowe, coraz to bardziej przerażające i zaskakujące wątki.
Krzywdzące byłoby napisać, że jest to zła książka. 
Pani Olga Tokarczuk fascynuje mnie swoim stylem pisania i tym, jak idealnie próbuje się dobrać do pewnych naszych zachowań czy refleksji. W perfekcyjny sposób rozbiera pewne kwestie na czynniki pierwsze, niektóre fragmenty tej powieści to prawdziwy kij włożony w refleksyjne mrowisko.
Po tej książce zaczyna się rozmyślać i zastanawiać. 

Bardzo lubię blogowe sformułowanie "must have", w odnośniku do strojów czy kosmetyków. 
Z racji istnienia literackiej części blogowego społeczeństwa, mogę śmiało napisać, że jest to książka "must read". Ciężko jest opisać ten styl pisarski, to trzeba przeczytać, chociażby z uwagi na to, jaka indywidualność literacka wyłania się z tej powieści. 
Jestem naprawdę mocno zaintrygowana spotkaniem z tak oryginalną, polską pisarką.


Przyznam się, że ze wszystkich wywiadów z panią Olgą, ten podobał mi się najbardziej. 
Nie wiem czemu, może dlatego, że my, Polacy, zawsze mamy w sobie zakompleksiony syndrom niższości i kiedy tylko widzimy, że coś jest ZAGRANICZNE (z naciskiem na to określenie), myślimy, że to jest lepsze, ale ja po prostu uwielbiam, kiedy nasi są doceniani. 
Do dzisiaj nie zapomnę jak w szkole w Hiszpanii podeszły do mnie trzy Rosjanki i zaczęły zadawać mi sto pytań na temat Janusza Leona Wiśniewskiego. A po chwili do dialogu dołączyła się Niemka, która również była wielce zaintrygowana akurat tym polskim pisarzem.Trafiły na niewłaściwy egzemplarz - nasza rozmowa na temat Jego książek skończyła się grubo po godzinie... A tak na marginesie, pisarz ma dzisiaj urodziny, o czym był uprzejmy poinformować mnie Jego facebook :)