Dawno nie zdarzyło mi się oczekiwać na jakąś książkę z taką niecierpliwością, jak na najnowszą powieść Mariny Mayoral.
Oliwy do ognia dodawały liczne pochlebne recenzje, a wisienką na torcie była okładka.
Absolutnie hipnotyzująca, stanowi idealną, tajemniczą zapowiedź książki.
Etelvina jest nastolatką, która podczas wakacji próbuje znaleźć odpowiedź na mroczną tajemnice swojej rodziny, sprawę morderstwa jej ciotki, Inmaculady oraz Antona del Canote, który zasłynął ze swojej partyzanckiej działalności za panowania generała Franco.
Etel odnajduje w tej historii siebie, ponieważ wiele osób mówiło jej, że przypomina ciotkę, czuła do niej pewnego rodzaju sympatię.
Wraz z Juanchem, w którym się podkochuje oraz kuzynką Catarą, szukają nieznanych faktów, rozmawiają ze świadkami wydarzenia, próbują ustalić jedną, najbardziej wiarygodną wersję tragicznych wydarzeń z roku 1948.
Trzeba też wspomnieć o silnym historycznym tle. Historia zostawia ślady w naszych bohaterach, a nieraz nawet determinuje ich zachowania. Ciekawym elementem tej książki są opowieści rodzinne, pokazujące bardzo różne historie. Bardzo dobrym zagraniem było umieszczenie małego drzewa genealogicznego, ułatwia to czytelnikowi lekturę.
Jakże byłam zaskoczona sobą, kiedy łapałam się nad tym, że ta historia w ogóle mnie "nie wciąga".
Oczekiwałam chociaż drobnego dreszczyku, a spotkała mnie irytacja, bo po prostu momentami gubiłam się w chaosie i gąszczu nazwisk oraz wydarzeń. Skusiłam się na nią, ponieważ opowiadanie tej samej autorki, które posiadam, zrobiło na mnie piorunujące wrażenie, a w tej książce mogę mówić jedynie o małej iskierce...
Mam wrażenie, że jest trochę przesadzona. Może z uwagi na duże emocje i uczuciowość narracji, coś nie wyszło. Wydaje mi się, że ta książka jest niedopracowana, czegoś w niej brakuje.
A szkoda, bo jestem głęboko przekonana o tym, że tę autorkę stać na więcej.

