W bardzo zamierzchłych czasach, czarownice podobno były rude.
Joanna Miszczuk (również posiadaczka ogniście czerwonej fryzury) postanowiła odwołać się do tego mitu i stworzyć opowieść o rudowłosych kobietach,powiązanych więzami rodzinnymi.
Ich historie były naznaczane przez wiele czynników, wojny, ubóstwa, ale ich zachowania przede wszystkim determinowała miłość.
Choć Maria, Krystyna i Asia, urodziły się w zupełnie różnych czasach, nigdy nie zapomniały o drobiażdżku noszonym na palcu, diamentowym pierścionku, który był jednocześnie biżuterią z historią i symbolem, mającym przypominać o postawie miłości.
Oprócz rudych włosów z pokolenia na pokolenie, przechodziły pewne charakterystyczne cechy jak upór, determinacja, ambicja czy lojalność.
Muszę się przyznać, że zawiodła mnie ta książka. Liczyłam na historie, która wręcz porwą moje serce, ociepli duszę, a z początku czułam przeważnie rozczarowanie. Od pierwszych rozdziałów irytował mnie fakt, że szło się w tej historii najzwyczajniej w świecie pogubić. Dużo faktów, zmiana narratorów, bohaterów, zmiana czasu wydarzeń akcji... Aż prosi się o dodanie jakiegoś mini drzewa genealogicznego, które ułatwiłoby tak niedomyślnym czytelnikom jak ja, orientacje w fabule. Całość tego ogromu wiedzy udało mi się połączyć mniej więcej w połowie książki, co znacznie utrudniło jej odbiór.
Jedna z bohaterek książek mówi o tym, że życie nie jest ani czarne, ani białe, tyko szare. Szkoda, że w tej powieści tego nie widać. Nie znam takich kobiet, które kończąc małżeństwo spotykają w kawiarni starego znajomego i dostają świetnie płatną ofertę pracy za granicą... Te momenty w książce wydały mi się za bardzo ckliwe i naiwne, było ich naprawdę sporo. Nie twierdzę, że spodziewałam się jakichś wysokich lotów intryg, ale mimo cierpień bohaterek, ta powieść jest odrobinę za cukierkowata. Co za dużo to niezdrowo.
Na pochwałę natomiast zasługuje druga połowa książki - wspomnienia kobiet z rodu, które żyły wieki temu. Ta część wciągnęła mnie najbardziej, była najlepiej napisana. Klimat tajemnic, małych skandali, cofanie się w odległe, historyczne epoki... Coś fantastycznego!
Podoba mi się pomysł autorki na "Matki,żony,czarownice", byłam oczarowana niektórymi fragmentami wydarzeń, a w dodatku, przez prawie pięćset stron powieści idzie się przywiązać do bohaterów... Jednak, mimo wszystko, odrzucała mnie za duża ilość lukru. Powieść jest nierówna, raz czyta się ją bardzo dobrze a za chwilę wydawała mi się irytująca.
Być może czarownice istnieją tylko w bajkach a ja po prostu mam za dużo lat na bajki? Przeczytajcie, oceńcie sami. :)
Książkę mogłam zrecenzować dzięki uprzejmości wydawnictwa
Prószyński i S-ka, za co serdecznie dziękuję
PS. Smutno mi się robi, jak widzę komunikaty Znaku na temat spotkania z Llosą... 100 wejściówek jest do odebrania w Warszawie (to naprawdę ukłon uprzejmości ze strony wydawnictwa dla wszystkich tych, którzy stolicy nie zamieszkują, podobnie jak fakt, że jedna osoba może odebrać tylko jedną wejściówkę) a tylko 30 do wygrania w konkursie... Będzie mi naprawdę przykro, jeśli się okaże, że nie znajdę się w gronie tych trzydziestu szczęśliwców.
PS. Smutno mi się robi, jak widzę komunikaty Znaku na temat spotkania z Llosą... 100 wejściówek jest do odebrania w Warszawie (to naprawdę ukłon uprzejmości ze strony wydawnictwa dla wszystkich tych, którzy stolicy nie zamieszkują, podobnie jak fakt, że jedna osoba może odebrać tylko jedną wejściówkę) a tylko 30 do wygrania w konkursie... Będzie mi naprawdę przykro, jeśli się okaże, że nie znajdę się w gronie tych trzydziestu szczęśliwców.
