Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sidonie-Gabrielle Colette. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sidonie-Gabrielle Colette. Pokaż wszystkie posty

piątek, 2 grudnia 2011

Sidonie-Gabrielle Colette "Klaudyna odchodzi"



Sidonie-Gabrielle Colette miała taki urok, że lubiła łamać wszelkie zasady i konwenanse. Na takiej zasadzie została zbudowana postać Klaudyny, więc dziwnie by było, gdyby ostatnia część sagi była zwykła.  Autorka musiała po prostu coś "namieszać" i tym sposobem, główną bohaterką książki "Klaudyna odchodzi"wcale nie jest Klaudyna. 

Potrzebowałam tych kilkudziesięciu stron, żeby uświadomić sobie, po co tak naprawdę cały ten misz-masz. Główna bohaterka, Annie to typ pokornej żony, dla której mąż jest panem i władcą.
On planuje jej czas, wybiera towarzystwo. Działa jak nakręcona przez męża maszynka, sam nazywa ją "swoim dziełem", które wykreował.  Annie jest zupełnie pochłonięta postacią swojego lubego, nie zauważa siebie. Gdy jemu przyjdzie wyjechać, początkowo będzie jak więdnący kwiat bez dopływu wody, ale z czasem to się zmieni.

Bardzo podobało mi się to, jak Klaudyna oraz szwagierka Annie stopniowo otwierały temu dziewczątku oczy. Idealny mąż okazał się nie taki idealny, a nasza bohaterka doszła do wniosku, że może jednak nie opłaca jej się trwać w roli, której on dla nią napisał.
Domyślam się, jak bardzo kontrowersyjne musiało to być w czasach, w których żyła autorka, podziwiam za odwagę. Metamorfoza Annie robi wrażenie, proces przez jaki przechodzi również.
Choć wydawać by się mogło, że powinnam już przyzwyczaić się do stylu pisania Francuzki to nadal nie umiem przestać się nim zachwycać. Książkę po prostu pochłonęłam, byłam ogromnie ciekawa jak potoczą się dalej losy naszej bohaterki. Nawet jeśli Klaudyna jest w tej książce postacią drugoplanową to jakże silną! Jej osobowość jako jeden z głównych bodźców do przemian głupiutkiej Annie przypadł mi do gustu, był naprawdę dobrze rozpisany, Klaudynka nic nie straciła ze swojego oryginalnego stylu bycia. 

Pożegnania są trudne, ale przychodzą one nam łatwiej, kiedy możemy stwierdzić "nigdy cię nie zapomnę". Colette mnie oczarowała i po prostu nie mogę się doczekać, kiedy w polskim przekładzie pojawi się więcej powieści Jej autorstwa. Wszystkim, którzy jeszcze nie mieli okazji poznać czupurnej Klaudyny, radzę to uczynić jak najszybciej, spędziłam z tą bohaterką na kartach powieści sagi naprawdę wiele zabawnych chwil.


Zapraszam do lektury recenzji poprzednich książek z serii:

--------------------------------------------------------------------------------
Zdjęcie mojego autorstwa bierze udział w konkursie Wydawnictwa Znak, na którym bardzo mi zależy. 
Z góry dziękuję za wszelkie oddane głosy i podawanie tego linka dalej! : )))

środa, 19 października 2011

"Małżeństwo Klaudyny" Sidonie-Gabrielle Colette

Jak wygłodniały sęp na padlinę. Tak niezbyt apetycznie można określić mój sposób rzucenia się na tę książkę, gdy tylko znalazła się w zasięgu mojego wzroku. Ku mojej wielkiej radości, czekała spokojnie na bibliotecznej półce. 
I nie ma mi się co dziwić mojej reakcji, bowiem Klaudyna przeżywa swoje drugie życie.
 Wspaniale odnowiona seria, ciekawie wydana przez wydawnictwo W.A.B i wychwalana pod niebiosa przez blogerów, to wszystko składa się na fakt, że czytelnicy, swoim zainteresowaniem, zreanimowali tę legendarną, literacką  postać.



Co słychać u naszej Klaudynki? Ano, los pozwolił jej szczęśliwie wyjść za mąż za wyrozumiałego i zakochanego w niej po uszy Renauda. 
Wspaniała podróż poślubna, odwiedzenie szkoły, wspólne mieszkanie... i sielanka trwałaby dalej, gdyby nie pewna piękna istota imieniem Rezi.
Romans pomiędzy paniami, sylwetka męża gdzieś w tle to coś, co przerosło moje najśmielsze oczekiwania. 

Może i Klaudynka ma swoje dziesiąt lat, ale w moim odczuciu, nie dość, że jest ponadczasowa to wciąż jest w stanie zaskoczyć czytelnika. To świadczy o niesamowitej sile osobowości, jaką autorka wymyśliła dla swojej postaci.
  Absolutnie uwielbiam styl pisania Colette, kobiecy, filuterny, bogaty. Wydaje mi się, ze nie ma stosownej pisarki czy pisarza, do której/którego można porównać fantastyczny sposób pewnego rodzaju żonglerki językowej, prezentowanej przez Francuzkę. Jest unikatowa. Godne pochwały tej w tej części sagi to budowanie napięcia w kwestii rozwoju sytuacji pomiędzy kobietami. Przygody najbardziej uroczej skandalistki, z jaką spotkałam się na kartach powieści to lektura lekka, zabawna i przede wszystkim przyjemna.


"Daję słowo, to już przechodzi wszelkie granice! Zupełnie jak za czasów Klaudyny!" ... 
To jeden z cytatów, który zapadł mi najbardziej w pamięć. Wiem na pewno, że "Małżeństwo..." to moja ulubiona część z dotychczasowych, które udało mi się przeczytać. Kto jeszcze nie poznał tego diabełka w spódnicy, zapraszam do lektury. 




PS. Byłam lekko zaszokowana, kiedy przeczytałam, że Sidonie-Gabrielle Colette wydała... dziesiąt powieści! Póki co, na język polski została przetłumaczona saga o Klaudynie i dwie inne książki pisarki. Nie mogę się doczekać, aż uda mi się przeczytać następne, które (mam nadzieję!) również zostaną przetłumaczone. :)

sobota, 17 września 2011

"Klaudyna w Paryżu"Sidonie-Gabrielle Colette


Jeśli ktoś zakochał się w czupurnej Klaudynie dzięki pierwszej części sagi, z pewnością sięgnie po kontynuację jej przygód noszącej tytuł "Klaudyna w Paryżu".

 Nastoletnia rogata dusza ląduje w stolicy Francji i... nie bardzo umie się tam odnaleźć. Miejsce to różni się bowiem diametralnie od Montigny, gdzie przyszło jej mieszkać.
Być może pod wpływem "sztywności" oraz oficjalności miasta Klaudyna grzecznieje. Razem z jej słynną burzą loków (decyduje się na krótką fryzurę), ginie także odrobina łobuzerstwa, jaką prezentowała w poprzedniej części. 
("Oddajcie mi moje Montigny i ubiegły rok, i te poprzednie, i moje wścibstwo, i rozbrykanie, i niedyskrecje, oddajcie mi moją oszukaną miłość do małej Aimee i rozkoszne okrucieństwo dla Łusi,bo tutaj nie mam nikogo i nawet nie chce mi się robić nic złego!")

Choć mnie główna bohaterka w tej części nie rozczarowała, jestem w stanie zrozumieć to, że niektórzy czytelnicy mogą poczuć zawód.
Dla mnie jednak nie straciła ona tak dużo ze swojej zadziorności, jej satyryczne wypowiedzi i zachowania nadal mnie bawiły.  
Uważam, że największą perełką tej powieści są postacie drugoplanowe i ich historie, zahaczająca o perwersję metamorfoza Łusi, homoseksualny wątek Marcelka czy romans Klaudyny z jego ojcem.
 Książkę czyta się po prostu błyskawicznie, lekko i z uśmiechem na twarzy.  
Mam wrażenie, że Colette na pisanie sagi o Klaudynie włączyła jakiś specjalny tryb pracy.
Styl, jakim posługuje się w powieściach jest charakterystyczny, z nutką satyry, a co za tym idzie, bardzo zabawny. Przy Klaudynie nie istnieje słowo nuda, dlatego stwierdzenie, że ta książka stanowi świetną rozrywkę, pasuje jak ulał. Nie mogę się doczekać aż uda mi się przeczytać następną część!

PS. Cieszę się niesamowicie, bo w poniedziałek znowu wyjeżdżam. We wrześniu nareszcie mogę odbić sobie brak wakacji w sezonie typowo wakacyjnym, dla odmiany ruszam na południe :) 
W męczącą podróż z Bydgoszczy do Krakowa zabieram ze sobą m.in drugą część "Ludzi na walizkach" Szymona Hołowni, niezmiernie długo czekałam na możliwość kupna tej książki, ale promocji w Znaku nie mogłam sobie darować...  Pozdrowienia :)

niedziela, 4 września 2011

"Chéri",Sidonie-Gabrielle Colette

Zanim zrecenzuję tę książkę, chciałabym zwrócić uwagę na coś, co jest dla mnie jej ogromnym atutem, czyli wydanie.
Twarda oprawa, kieszonkowy (co wcale nie musi oznaczać niechlujny) format, fotosy z filmu w środku i na okładce, a do tego krótka biografia autorki wraz ze zdjęciem.
Wszystko to za sprawą wyjątkowego patronatu, jaki objął nad twórczością Colette Wydział Kultury Ambasady Francji w Polsce oraz francuskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych i Europejskich. 

Jest idealna, aby po prostu wpakować ją do torebki, wziąć na spacer,wykorzystać te piękne letnio-jesienne dni, poczytać w plenerze.

Zakochane kobiety potrafią zachowywać się jak wariatki. To wszystkim wiadomo, ale... jak się okazuje, takie zachowania nie są objęte klauzulą wiekową. 
Lea, jest luksusową kurtyzaną pod pięćdziesiątką, która swoje serce ofiarowała dwudziestopięcioletniemu synowi koleżanki po fachu.
Jest on niezwykle przystojny i  rozpieszczony do granic możliwości przez matkę oraz kochankę. 
Jednak przychodzi taki czas, w którym młodzieńca trzeba ożenić i tu właśnie pojawia się problem. 


Myślę, że trzecim najważniejszym bohaterem tej książki jest Francja. Piękna, ale zepsuta i co najważniejsze, świetnie opisana przez Colette.
Być może dlatego, że jako czytelnik mamy okazję poznać dużo kurtyzan przechodzących już "na emeryturę" , które pławią się w luksusach. Cofamy się do ich epoki, poznajemy ich historie. Ten aspekt książki podobał mi się najbardziej.


Choć czytałam sporo negatywnych opinii na temat powieści, mi się podobała. 
Bohater tytułowy irytował mnie od pierwszych stron, ale sama postać Lei oraz jej koleżanki, intrygowały mnie i zniesmaczały zarazem. Myślę jednak, że może zawieść wszystkich tych, którzy po opisie na okładce spodziewają się więcej pikanterii, ja takiego założenia nie miałam, po prostu bardzo chciałam przeczytać inną książkę autorstwa Sidonie-Gabrielle Colette. 
Warto ją przeczytać, polecam wszystkim fanom autorki. 





wtorek, 30 sierpnia 2011

Francuska uczta, czyli Klaudyna i croissant :)

Saga o Klaudynie to kolejny przykład blogowej książki. Wypożyczonej dzięki Waszym namowom i opiniom, cóż, do croissanta nikt namawiać mnie nie musiał... 


Zapomnijmy o niewinnych Aniach z Zielonego Wzgórza i innych dziewczątkach delikatnych jak skrzydła motyla. Przyszedł czas na Klaudynę, pyskate, wygadane i bezczelne piętnastoletnie stworzonko, które może irytować, tak samo jak i czarować. 
Bowiem pomimo wszystko, nastolatka odznacza się niesamowitą inteligencją, przebiegłością, odwagą i uporem. Mocno stąpa po ziemi, nikogo się nie boi, bardzo wyróżnia się spośród swoich koleżanek. Dzisiaj te cechy bardzo się w ludziach ceni, ale nie zawsze tak było. 

Choć Klaudyna liczy już sobie 111 lat (tyle minęło od pierwszego wydania książki), śmiało można napisać, że nie posiada zmarszczek.Dawniej wzbudzała mnóstwo kontrowersji, skłamałabym, gdybym napisała, że moich kontrowersji nie wzbudziła.  Mamy XXI wiek i niby w literaturze mieliśmy już wszystko, ale o romansie pomiędzy nauczycielkami jeszcze czytać nie miałam okazji. 

Wszystkie perypetie i ekstrawagancje tej młodej osóbki są opisane tak wspaniałym, kwiecistym, zabawnym i wciągającym językiem, że jest to lektura, której czytanie to prawdziwa rozrywka. Można się pośmiać, można się zgorszyć, w zależności od tego, ile kto wytrzyma.Autorka w znakomity sposób pokazała, że diabeł jej pisarstwa tkwi w szczegółach, niektóre drobne gesty bohaterów mogą być różnie interpretowane.Stworzyła także bardzo ekstrawagancki obraz szkoły, który, przyznam się szczerze, przypadł mi do gustu. 

Zachowania głównej bohaterki są tak ciekawe i oryginalne, że mam ochotę przeczytać następną część, sprawdzić, co tym razem wywinie ta sympatyczna bestyjka o imieniu Klaudyna. Jedno jest pewne, jest to bohaterka literacka, o której z pewnością nie da się zapomnieć.
Jestem również zaintrygowana samą autorką książki, gdyż powieść powstała na kanwie przeżyć oraz wspomnień pisarki, co tworzy jej  ciekawy oraz przyprószony pikanterią, obraz.